Paszy zostało najwyżej na miesiąc
W gospodarstwie Łukasza Komorowskiego, rolnika i hodowcy bydła opasowego z województwa mazowieckiego, utrzymywanych jest około 100 sztuk bydła. Jak mówi rolnik, zapas paszy, który mu pozostał, wystarczy najwyżej na miesiąc.
– W moim gospodarstwie zwierzęta powinny chodzić już po pastwisku, ale nie chodzą, bo wszystko uschło. Idą na spacer i przychodzą z powrotem. Trzeba im wstawić kiszonkę i siano – mówi Komorowski.
Na polach problemem nie jest już tylko sucha gleba. Brakuje zielonki, a pierwszy pokos traw w wielu miejscach może być bardzo słaby albo nie odbyć się wcale.
Trawa chrupie pod butami, pierwszy pokos pod znakiem zapytania
Z relacji Komorowskiego wynika, iż susza zbiegła się z silnymi przymrozkami w drugiej połowie kwietnia. Ucierpiały rośliny pastewne, które miały być podstawą pierwszego pokosu.
– Najpierw było ciepło, potem w drugiej połowie kwietnia przyszły przymrozki wynoszące -8-9°C i po prostu wykończyły koniczynę i lucernę – one obumarły. Do skoszenia nie mamy nic – mówi rolnik.
Komorowski liczy jeszcze na deszcz, ale przyznaje, iż na polach wszystko „pod nogami chrupie”. Słabo wygląda także mieszanka gorzowska, która w tym roku – jak mówi – wymarzła.
– Po 20 maja mógłby się odbyć pierwszy pokos mieszanki gorzowskiej, której w tym roku po prostu nie ma, bo wymarzła – przyznaje.
Przy tak suchych polach rośnie też ryzyko pożarów. Rolnik zwraca uwagę, iż wystarczy niedopałek wyrzucony do rowu, by ogień pojawił się tam, gdzie gleba i rośliny są już mocno przesuszone.
Bez szacowania cząstkowego nie będzie przesiewów
Zdaniem Komorowskiego resort rolnictwa za długo czeka z uruchomieniem działań. Rolnik uważa, iż wojewodowie i gminy powinny mieć już gotowe komisje do szacowania strat w uprawach, bo część pól trzeba gwałtownie przesiać, jeżeli mają jeszcze dać paszę.
– Już powinny trwać cząstkowe szacowania strat w miejscach, w których rolnicy zgłoszą możliwość zmiany uprawy głównej i chcą ją zmienić np. na żyto czy na kukurydzę, czy czymś innym ją przesiać, żeby mieć co skosić. To wszystko powinno się dziać, żeby rolnikom umożliwić prace polowe – tłumaczy.
Komorowski przekonuje, iż bez takiej procedury rolnicy będą zwlekać z decyzją, choć czas działa przeciwko nim. Jego zdaniem inaczej powinno się też liczyć straty.
– To jest chore, iż my udowadniamy 30% strat w gospodarstwie. My powinniśmy szacować 30% strat w danej uprawie – twierdzi.
Rolnik podkreśla, iż przesiewy są dziś jedną z niewielu realnych szans na odbudowę paszy dla zwierząt.
– Trzeba jak najszybciej przesiewać uprawy, które nie wyszły, żeby stworzyć bazę paszową dla zwierząt, by doczekały kolejnego sezonu – mówi.
Jeden deszcz nie rozwiąże problemu
Prognozy na drugą połowę maja dawały nadzieję na opady, ale Komorowski ostrzega, iż sam deszcz nie wystarczy. Część upraw, jego zdaniem, jest już w takim stanie, iż trzeba je zlikwidować i zasiać od nowa.
– To nie jest tak, iż przyleci deszcz i rośliny się zregenerują. Nie, nie zregenerują się, to już jest dziś do przeorania w gospodarstwach – mówi.
Do tego potrzebne są jednak pieniądze. Rolnik zwraca uwagę na zaległe dopłaty dobrostanowe i ekologiczne oraz na coraz słabszą płynność finansową gospodarstw.
– Apelujemy do rządu, żeby przestali opowiadać głupoty i przede wszystkim wypłacili rolnikom zaległe dopłaty. To jest ważna rzecz, dlatego iż oni nie mają dziś pieniędzy. Nie zostały wypłacone dopłaty dobrostanowe czy ekologiczne. Rolnicy tracą zdolności finansowe – mówi Komorowski.
Jak dodaje, wysokie ceny paliwa i nawozów oraz zaległe faktury sprawiają, iż decyzja o przesiewie nie jest tylko zabiegiem agrotechnicznym. Trzeba jeszcze mieć za co wjechać w pole i założyć uprawę od nowa.
Kukurydza siana w tumanach kurzu
W części gospodarstw siewy kukurydzy już się rozpoczęły, ale warunki są wyjątkowo trudne. Rolnicy wjeżdżają w przesuszone pola, a przy siewnikach unoszą się tumany kurzu.
– Rolnicy powoli rozpoczynają siew kukurydzy, ale idzie on bardzo wolno. Jest jeden wielki tuman kurzu, a nawigacje dostają wariacji i nie widać, gdzie się jedzie. Osobiście jeszcze się wstrzymuję. Zapowiadali burzę, ale chyba jej nie będzie. jeżeli nie zasieję w piątek, to najpóźniej w poniedziałek – mówi Komorowski.
Kukurydza może być jedną z upraw wybieranych po likwidacji plantacji, które nie rokują na plon. Bez szybkiego oszacowania strat rolnicy ryzykują jednak, iż nie zdążą sprawnie zmienić uprawy głównej i wykorzystać najbliższych opadów.
Każdy dzień jest na wagę złota
Komorowski mówi wprost, iż sytuacja pogarsza się z każdym dniem. Według niego susza w maju jest sygnałem alarmowym, a kolejne tygodnie mogą tylko zwiększyć straty, jeżeli procedury nie ruszą natychmiast.
– Niedługo zaczną się rozwijać kłosy, a wszystko jest zmarnowane na polu. To jest marnowanie pola. Szacowanie szkód trzeba wprowadzić natychmiast. jeżeli zostaną zrobione przesiewy, pozostało realna szansa na to, iż coś uda się zebrać. Ale jeżeli będziemy wszystko odwlekać, to będzie katastrofa – podkreśla.
Jego zdaniem część strat można oszacować później, ale tam, gdzie rolnicy chcą już przesiewać pola, potrzebne są szybkie decyzje.
– Tam, gdzie rolnicy chcą przesiewać pola, powinno się odbyć szacowanie cząstkowe. A resztę można oszacować w późniejszym terminie. Dobry i tydzień, tu każdy dzień jest na wagę złota. Nie będzie można później szacować czegoś, czego nie ma – kończy Komorowski.
Źródło: Tygodnik-rolniczy.pl

5 godzin temu
















