Filipiny otwierają rynek. Czy to wystarczy, by uratować ceny tuczników?

3 godzin temu
Zdjęcie: ceny tuczników


Administracyjna blokada handlu z Filipinami w końcu pękła, ale czy realnie podreperuje to ceny tuczników, które od miesięcy nie mogą odbić od dna? Po 18 latach negocjacji polska wieprzowina zyskała oficjalną zgodę na wjazd na ten ogromny rynek azjatycki. Choć resort rolnictwa mówi o sukcesie, hodowcy podchodzą do sprawy ostrożnie – najważniejsze będzie to, jak gwałtownie zakłady mięsne przełożą nowe kontrakty na stawki oferowane w skupach.

Rynek filipiński: Szansa na rozładowanie unijnej nadpodaży

Otwarcie Filipin następuje w krytycznym momencie. Rynek UE jest w tej chwili „zapchany” mięsem, które przez wojnę celną nie pojechało do Chin. Ta nadpodaż brutalnie dusi ceny tuczników w całej Europie, w tym w Polsce, gdzie przy obecnych kosztach pasz i energii produkcja balansuje na granicy opłacalności.

Filipiny to jeden z największych importerów na świecie (6. miejsce globalnie). Kraj ten potrzebuje rocznie około 750 tys. ton wieprzowiny z zewnątrz. Co ważne, tamtejszy rynek chłonie podroby i elementy, za które w Polsce trudno uzyskać godziwą cenę. Pytanie brzmi: czy polskie zakłady wykorzystają tę okazję, by odciążyć rynek wewnętrzny i tym samym przestać ciąć ceny tuczników przy każdej możliwej okazji?

Regionalizacja ASF – urzędniczy fundament pod eksport

Najważniejszym punktem ogłoszonego 14 stycznia 2026 r. memorandum jest uznanie regionalizacji ASF. Filipiny zgodziły się kupować mięso z obszarów wolnych od wirusa, co do tej pory było największą barierą.

Minister Stefan Krajewski podczas spotkania z rolnikami na Warmii i Mazurach zaznaczył, iż Filipiny to odbiorca dający „bardzo dobre ceny”. Dla producentów trzody najważniejsze będzie jednak to, jaka część tej marży zostanie w kieszeni przetwórców, a jaka trafi do rolnika w formie wyższej ceny tuczników.

Czy to realny ratunek dla opłacalności?

Eksperci wskazują, iż samo otwarcie rynku to dopiero pierwszy krok. Polska produkuje blisko 2 mln ton wieprzowiny rocznie (9% produkcji UE). Abyśmy odczuli realną poprawę, eksport musi ruszyć masowo i szybko.

Jeśli polskie mięso skutecznie zastąpi na filipińskich stołach towar z Brazylii czy USA, możemy liczyć na stabilizację rynku. jeżeli jednak kontrakty będą realizowane powoli, ceny tuczników pozostaną zakładnikiem trudnej sytuacji w Niemczech i nadpodaży w całej Unii Europejskiej.

Zaufacie tym obietnicom? Czy Waszym zdaniem otwarcie nowego kierunku faktycznie przełoży się na stawki w Waszych skupach, czy zyskają tylko pośrednicy i zakłady? Czekamy na Wasze głosy.

Źródło: MRiRW

Idź do oryginalnego materiału