Gala – mikrouszkodzenia dają o sobie znać
Na tym etapie, jeżeli pojawiają się sygnały o problemach zauważonych podczas otwierania komór, zwykle dotyczą one Gali. Są to drobne, brunatne plamy w okolicy szypułki, gnicie przy przetchlinkach oraz „mikroplamki”, które na etapie zbioru były niewidoczne. Jak wyjaśnia Marcin Piesiewicz, są to w dużej mierze skutki mikrouszkodzeń powstałych jeszcze w sadzie – drobnych pęknięć skórki po opadach, gradzie czy niewłaściwie zastosowanych nawozach wapniowych – połączonych z niedostateczną ochroną tuż przed zbiorem.
W przypadku Gali znaczenie ma każdy szczegół: ciecz robocza, dobór preparatów, termin ostatnich zabiegów, a także delikatność podczas zbioru i załadunku. W tym sezonie widać wyraźnie, iż tam, gdzie zabrakło jednego z tych elementów, straty w chłodni są dużo wyższe niż w poprzednich latach.
Warto też zauważyć, iż rynek zbytu również się zmienia. O ile kiedyś część drobnych defektów przechodziła niezauważona na bliższych rynkach, o tyle dziś odbiorcy, zwłaszcza z dalekich kierunków, bardzo dokładnie analizują każdą partię. To dotyczy zarówno jabłek, jak i gruszek. Importerzy rozkładają owoce na tacach i liczą odsetek sztuk z obiciami, odgnieceniami, śladami mrozu czy gnicia. choćby niewielki procent odrzuconych owoców kończy się obniżką ceny, a przy wysokim koszcie opakowania i transportu znacząco obniża to wynik ekonomiczny całej wysyłki. W praktyce oznacza to konieczność jeszcze staranniejszego sortowania, wykluczania owoców z uszkodzeniami mechanicznymi oraz dużą ostrożność przy pakowaniu partii przeznaczonych na rynki odległe.
Gruszki są jeszcze bardziej wymagające
Jeszcze kilka lat temu gruszka uchodziła za owoc, który w zasadzie „przechowuje się sam”. Obecny sezon wyraźnie pokazuje, iż jest odwrotnie. Gruszki okazują się znacznie bardziej wrażliwe niż jabłka, szczególnie na błędy w procesie schładzania i na zbyt wysokie stężenie dwutlenku węgla w komorach. Zbyt wolne obniżanie temperatury powoduje szybkie żółknięcie i mięknięcie owoców. Z kolei podwyższone stężenie CO₂ prowadzi do powstawania tawern i brązowienia miąższu, choćby gdy skórka wygląda jeszcze w porządku.
W praktyce oznacza to konieczność szybkiego, równomiernego schłodzenia gruszek oraz utrzymywania możliwie niskiego poziomu dwutlenku węgla, nieprzekraczającego bezpiecznych wartości. Przechowywanie jabłek i gruszek w jednej komorze, wygodne z logistycznego punktu widzenia, może w takich warunkach gwałtownie skończyć się poważnymi problemami jakościowymi. Obecny sezon jest pod tym względem dobrą lekcją: tam, gdzie parametry gazowe i tempo schładzania były ściśle kontrolowane, owoce trzymają jakość zdecydowanie lepiej.
Choroby przechowalnicze a ochrona przed zbiorem
Silna presja chorób przechowalniczych – szarej pleśni, brunatnej zgnilizny – to kolejny sygnał, iż nie da się oddzielić przechowywania od ochrony przedzborczej. W wielu sadach ostatnie zabiegi fungicydowe były wykonane zbyt późno lub z użyciem zbyt małej ilości cieczy roboczej. Na część owoców fungicydy po prostu nie dotarły. Uszkodzenia skórki, niedokładnie zabezpieczone przetchlinki czy ślady gradobicia stały się miejscem wnikania patogenów, które uaktywniają się dopiero w warunkach chłodni.
Przy obecnych cenach – rzędu kilku złotych za kilogram gruszek i jabłek deserowych – każdy procent gnijących owoców to realna strata finansowa. Dlatego planując kolejny sezon, warto przeanalizować nie tylko program ochrony, ale też technikę wykonywania zabiegów oraz sposób zbioru i transportu owoców do chłodni. Drobne korekty na etapie pola mogą przełożyć się na dziesiątki ton owoców sprzedanych bez reklamacji.
Bezpieczeństwo w komorach, czyli zasady, o których nie wolno zapominać
Ważnym, choć często pomijanym aspektem, jest bezpieczeństwo pracy przy użytkowaniu komór. Marcin Piesiewicz przypomina, iż co roku zdarzają się wypadki śmiertelne związane z wejściem do komory przy obniżonej zawartości tlenu. To zwykle efekt pośpiechu i rutyny. Zasada jest prosta: do komory wchodzi się dopiero po jej wywietrzeniu i rozszczelnieniu, kiedy zawartość tlenu wróci do bezpiecznego poziomu. Wejście „na chwilę, żeby zobaczyć, co się dzieje” może skończyć się tragicznie.

2 godzin temu















