Młodzi hodowcy świń tracą nadzieję. „Co mam powiedzieć własnym synom?”

1 godzina temu

Młodzi hodowcy świń mieli rozwijać rodzinne gospodarstwa i zwiększać krajową produkcję. Tymczasem coraz częściej zastanawiają się, czy w ogóle mają przyszłość w tej branży. Janusz Terka, hodowca świń i przewodniczący rolniczej „Solidarności” w powiecie piotrkowskim, nie ukrywa, iż dzisiejszy kryzys uderza przede wszystkim w ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją drogę w rolnictwie.

Młodzi hodowcy świń inwestują w rozwój gospodarstw, a kilka miesięcy później liczą straty. Janusz Terka ostrzega, iż bez zmian wiele rodzinnych hodowli może zniknąć, a skutki odczuje całe polskie rolnictwo. Krótkowzrocznością wykaże się także ten, kto nie wiąże polskiego rolnictwa i jego produkcji z bezpieczeństwem kraju.

Młodzi hodowcy świń stoją przed najtrudniejszą decyzją

Jeszcze kilka miesięcy temu korzystali z premii dla młodych rolników i inwestowali w rozwój gospodarstw. Dziś – jak mówi Janusz Terka – pieniądze wydane, a kolejne partie świń przynoszą straty. Dlatego coraz częściej zamiast planować rozwój, zastanawiają się, czy nie zakończyć produkcji.

„Młodzi rolnicy, którzy wzięli premię i hodują świnki, już tę premię wydali, bo jest kryzys” – mówi hodowca.

Najbardziej poruszająca jest jednak historia jego własnej rodziny.

„Mój młodszy syn położył mi fakturę na stole i powiedział: »Ojciec, popatrz. Wydałem na prosiaki 63 tysiące złotych. A za tuczniki wziąłem 97 tysięcy«. Co ja mam mu powiedzieć? Jak zatrzymać tych młodych ludzi w rolnictwie?”

To właśnie ten moment najlepiej pokazuje skalę problemu. Nie chodzi już wyłącznie o ceny skupu. Chodzi o wiarę młodych ludzi w to, iż prowadzenie gospodarstwa ma jeszcze ekonomiczny sens.

Janusz Terka nie ukrywa, iż kryzysy w rolnictwie zdarzają się regularnie. Tym razem – jego zdaniem – sytuacja wygląda jednak inaczej.

„Jednym słowem tragicznie. Obecna sytuacja jest bardzo zła. Najgorsze jest to, iż nie ma w ogóle nadziei na poprawę.”

Jak podkreśla, analiza ostatnich miesięcy nie pozostawia złudzeń.

„Po przeanalizowaniu okresu ośmiu miesięcy, od listopada 2025 do końca czerwca 2026 r., okazało się, iż sprzedaż i hodowla świń w Polsce przynosiła straty.”

Dlatego wielu producentów nie pyta już, kiedy ceny wzrosną. Zastanawiają się raczej, jak długo jeszcze będą w stanie finansować produkcję z własnych pieniędzy.

Nowoczesne budynki nie gwarantują dziś przyszłości. Młodzi hodowcy świń coraz częściej zastanawiają się, czy będą w stanie utrzymać produkcję mimo poniesionych inwestycji.

fot. agrofoto.pl Patrykxd

Które gospodarstwa hodowlane są najbardziej zagrożone?

Rozmówca wskazuje, iż sytuacja poszczególnych gospodarstw wygląda dziś bardzo różnie.

„Mamy w Polsce trzy modele hodowli. Cykl otwarty, cykl zamknięty i producentów prosiaka.”

Jego zdaniem największy problem dotyczy gospodarstw prowadzących cykl zamknięty.

„Cykl zamknięty w tej chwili jest w najgorszej sytuacji.”

Wyjaśnia, iż takie gospodarstwa produkują własne prosięta i wykorzystują własną bazę paszową. Jednocześnie nie mają możliwości wejścia w system tuczu nakładczego, ponieważ firmy współpracują przede wszystkim z producentami korzystającymi z dostarczanych przez koncerny prosiąt i pasz.

Według Janusza Terki właśnie dlatego właściciele takich gospodarstw zostali praktycznie bez alternatywy.

Nieco inaczej wygląda sytuacja producentów prosiąt.

„Kryzys, o ile chodzi o producentów prosiaka, jest bardzo mocny, ale on dopiero się zaczął.”

Z kolei hodowcy prowadzący cykl otwarty mają już doświadczenie z podobnymi wahaniami rynku.

„Rolnicy są przygotowani na to. To nie jest pierwszy taki okres.”

Rynek może przejąć model kontraktowy

Zdaniem Janusza Terki obecny kryzys może doprowadzić do głębokich zmian w całej branży.

„Sądzimy, iż w tym roku nastąpi bardzo mocna przebudowa polskiego rynku. Zdecydowana większość gospodarstw hodowlanych będzie pracowała dla koncernów.”

Oznaczałoby to odejście od tradycyjnego modelu rodzinnych gospodarstw na rzecz produkcji kontraktowej, w której rolnik wykonuje usługę, natomiast materiał hodowlany i pasze dostarcza firma.

Bez interwencji wiele gospodarstw może zniknąć

Rozmówca uważa, iż bez działań państwa część producentów nie przetrwa obecnego kryzysu.

„Jeżeli nie nastąpi interwencja ze strony państwa, to pewna jest likwidacja gospodarstw.”

Dodaje również:

„Te mniejsze są do likwidacji. To już widać ewidentnie. o ile ktoś żyje tylko z hodowli i sprzedaży tuczników, to nie wytrzyma ekonomicznie.”

Dlatego organizacje rolnicze zaproponowały rozwiązania, które – ich zdaniem – mogłyby ograniczyć skalę likwidacji stad.

Rolnicy przedstawili resortowi propozycje. Odpowiedzi przez cały czas nie ma

Janusz Terka podkreśla, iż hodowcy nie ograniczyli się do krytyki. Przedstawili Ministerstwu Rolnictwa konkretne propozycje działań.

„W tej chwili w ministerstwie jest propozycja hodowców dotycząca rozwiązań problemu na już i propozycja rozwiązań na następne tygodnie, miesiące, a choćby lata.”

Na razie, jak mówi, efektów tych rozmów nie widać.

„Czekamy na odpowiedź.”

Rozmówca zwraca również uwagę na rozbieżność między wcześniejszymi zapowiedziami odbudowy pogłowia świń a późniejszymi wypowiedziami ministra Stefana Krajewskiego. Jak relacjonuje, podczas spotkania w Wielkopolsce minister miał stwierdzić, iż skoro hodowcy sami wskazują na brak opłacalności, odbudowa tego kierunku produkcji nie ma dziś uzasadnienia.

Zdaniem Janusza Terki taki przekaz budzi wśród producentów jeszcze większą niepewność.

Dlaczego Polska nie kontroluje napływu wieprzowiny?

Zdaniem Janusza Terki jednym z największych problemów rynku nie jest wyłącznie import żywych zwierząt. Znacznie większe znaczenie może mieć napływ mięsa wieprzowego z zagranicy. Jak podkreśla, państwo nie dysponuje narzędziami, które pozwalałyby na bieżąco monitorować skalę tego zjawiska.

„Jeżeli chcemy przeanalizować polski rynek, to odpowiedzmy sobie na pytanie, ile do Polski wjeżdża wieprzowiny. Nie mówimy o żywych zwierzętach. Ile wjeżdża i ile wyjeżdża.”

Rozmówca zwraca uwagę, iż w wielu branżach funkcjonują systemy monitorowania przepływu towarów. Jego zdaniem podobnych danych brakuje jednak w przypadku wieprzowiny.

„Pracownicy resortu rolnictwa powiedzieli wprost, iż nie ma możliwości w Polsce uzyskania danych co do przywozu wieprzowiny. Nie prowadzimy żadnego realnego systemu monitorowania.”

Według Janusza Terki utrudnia to ocenę rzeczywistej sytuacji na rynku. Hodowcy wiedzą, iż do kraju trafiają zarówno żywe zwierzęta, jak i mięso oraz jego elementy, jednak – jak twierdzi – trudno określić ich rzeczywistą skalę.

Rzeczywiście, analitycy rynkowi skupiają się bardzo mocno na przywozie zwierząt do hodowli. Tymczasem gospodarczo nie posiadamy i nie mamy jak zebrać informacji, o ile chodzi o import wieprzowiny w innej postaci.

W ocenie rozmówcy większa przejrzystość danych pozwoliłaby lepiej ocenić wpływ importu na sytuację krajowych producentów oraz ułatwiłaby podejmowanie decyzji dotyczących rynku.

Młodzi hodowcy świń to nie jedyni, którzy odczują problem

Zastanówmy się nad tym, iż skutki obecnego kryzysu mogą wykraczać daleko poza samą produkcję trzody chlewnej.

Jeśli pogłowie świń, ale także bydła będzie przez cały czas spadać, a produkcja zbóż i kukurydzy utrzyma się na obecnym poziomie, krajowy popyt na pasze zacznie maleć. W rezultacie producenci zbóż mogą mieć coraz większy problem ze sprzedażą ziarna.

„Co z tego, iż państwo dopłaci producentom zbóż do nawozów, żeby przetrwali kryzys, jak oni nie będą mieć rynku zbytu, bo hodowla w Polsce bardzo gwałtownie się likwiduje.”

Dlatego – w ocenie rozmówcy – problem nie dotyczy już wyłącznie hodowców świń. Może objąć cały łańcuch produkcji rolnej, od producentów pasz po gospodarstwa nastawione na uprawę zbóż.

Młodzi hodowcy świń pytają o swoją przyszłość

Historia opowiedziana przez Janusza Terkę zaczyna się od jednej faktury i rozmowy ojca z synem. Kończy się jednak pytaniem o przyszłość całej branży. o ile – jak ocenia rozmówca – rodzinne gospodarstwa będą przez cały czas znikać, skutki odczują nie tylko producenci świń. W dłuższej perspektywie mogą je odczuć także gospodarstwa produkujące zboża i kukurydzę oraz cały krajowy rynek żywności.

To właśnie dlatego pytanie „Co mam powiedzieć własnym synom?” wybrzmiewa dziś znacznie szerzej niż jako osobisty dramat jednej rodziny. Dla wielu hodowców stało się symbolem niepewności, z którą mierzy się w tej chwili polska produkcja trzody chlewnej.

Idź do oryginalnego materiału