„Nie urodziłem się po to, żeby pracować w gospodarstwie”. Więcej hektarów czy więcej z hektara?

2 godzin temu

Robert Szymczak, właściciel firmy Nasiona Szymczak, prowadzi gospodarstwo nasienne w Wielkopolsce. W rozmowie nagranej dla Kanału Rolniczego PL mówi o maszynach, czasie, wiedzy i rozwoju gospodarstwa, ale nie sprowadza tego rozwoju wyłącznie do kolejnych hektarów. Sam przyznaje, iż część maszyn ma „na wyrost”. Tłumaczy jednak, iż chodzi nie tylko o wydajność, ale też o własny czas, rodzinę i pytanie, czy celem gospodarstwa zawsze musi być większy areał.

Maszyny są na wyrost. Ale po coś

Szymczak mówi, iż rolnictwo jest jego pasją. Lubi technologie, testowanie rozwiązań i rozmowy o praktyce, które można oprzeć na własnym doświadczeniu.

– Lubię nowe technologie, lubię się sam sprawdzać, coś poznawać nowego, żeby móc na swoich doświadczeniach często się wypowiedzieć. I móc dyskutować świadomie o wielu zagadnieniach, które dotyczą rolnictwa – mówi Robert Szymczak.

Przyznaje też wprost, iż park maszynowy w jego gospodarstwie nie zawsze jest liczony wyłącznie „pod minimum”.

– Tak, maszyny mamy na wyrost – mówi.

Nie tłumaczy tego tylko krótkimi oknami pogodowymi. Mówi również o czasie.

– Ktoś powie: no ale 3 hektary bym też zrobił. No ale będę robił dwa razy dłużej – tłumaczy.

I zaraz dodaje zdanie:

Panowie, ja się nie urodziłem po to, żeby pracować w gospodarstwie. Jest to moja pasja, ale jak każdej pasji trzeba chwilę odpocząć.

Szymczak nie mówi tego jak ktoś, kto od pracy ucieka. Chodzi mu raczej o to, żeby gospodarstwo nie zabierało całego życia.

– Nie da się cały czas być pasją i patrzeć na nią pożądliwym okiem, jak będziemy cały czas w niej zanurzeni – dodaje.

Więcej hektarów czy więcej z hektara?

Od maszyn Szymczak przechodzi do pytania o skalę gospodarstwa. Przez lata rozwój często oznaczał jedno: większy areał.

Każde gospodarstwo musiało mieć więcej hektarów. Ale czy celem gospodarstwa jest posiadanie więcej hektarów, czy zarabianie więcej z hektara? – pyta.

Nie mówi, iż powiększanie gospodarstwa jest błędem. Od razu zaznacza, iż rolnicy mogą mieć różne cele.

Czy o ile dla kogoś jest celem posiadanie dużo hektarów i jeżdżenie całą dobę na ciągniku, ja tego absolutnie nie neguję. Chce, to robi, to jest jego wybór – mówi.

Po chwili dopowiada:

– Ale to nie znaczy, iż to jest dobry wybór dla wszystkich.

W jego przypadku pytanie o areał łączy się z pytaniem o pracę, rodzinę i codzienny rytm.

– Ja chcę wsiąść rano, najlepiej po śniadanku, i do wieczorka, no tam parę razy się po ciemku porobię, ale ogólnie do 17 wrócić do domu. No bo człowiek ma rodzinę, czas ze synami – mówi Szymczak.

Nie wszystko widać w dniu decyzji

Szymczak wraca też do tego, jak łatwo ocenia się decyzje po latach. Gdy wiadomo już, co się opłaciło, wiele rzeczy wygląda prosto.

– Często analiza wsteczna bardzo skuteczna i po czasie dopiero wiemy, iż to był fajny punkt – mówi.

Jako przykład podaje ziemię.

– Dzisiaj każdy mówi: a hektary, tam nie idzie kupić, żeście nakupili taniej ziemi – mówi.

Tyle iż w momencie podejmowania decyzji nie ma jeszcze tej pewności. Nie wiadomo, która droga po latach okaże się najważniejsza.

– Jak ja bym wiedział, też bym zrobił interes. Ale właśnie: jak bym wiedział – dodaje Szymczak.

A może coś dzieje się w laboratoriach?

W tym miejscu Szymczak nie zatrzymuje się wyłącznie na ziemi. Mówi o zmianach, które mogą przyjść z innej strony.

– A może dzisiaj jest czas na rozwijanie AI? A może w ogóle czegoś, co gdzieś tam w laboratoriach raczkuje i związane jest z rolnictwem, o czym w ogóle nie mamy pojęcia? – pyta.

Nie przedstawia sztucznej inteligencji jako gotowej odpowiedzi. Traktuje ją raczej jako przykład tego, iż przyszłość trudno przewidzieć.

– Jakoś daleko nie chcę wybiegać, bo naprawdę tempo zmian jest wielkie – mówi.

I dodaje:

– Upatrujemy zagrożenia, nadziei w AI. A może ta AI się tak nie rozwinie, jak my myślimy. A może coś się wydarzy po drodze, czego w ogóle nie przewidujemy.

Szymczak wraca do hektarów, ale nie po to, żeby je skreślić. Raczej po to, żeby zapytać, czy rolnik powinien patrzeć tylko w jedną stronę.

Bo wszyscy chcemy więcej hektarów. Zamiast się interesować, co się dzieje w laboratoriach. Co się dzieje w instytutach badawczych – mówi.

I dopowiada:

– Może jakieś nowe technologie, które za 20 lat powiedzą: no ten to miał szczęście, wszedł w to, no to zrobił interes.

Szczęście, praca i moment

Szymczak nie odcina sukcesu od szczęścia. Mówi o nim wprost, ale nie jako o czymś, co zastępuje myślenie.

– Ciężka praca, dużo myślenia, bo praca z głową. No i niestety łut szczęścia, żeby się znaleźć we właściwym czasie, we właściwym miejscu – mówi.

Wspomina też o programach unijnych, z których korzystał, gdy gospodarstwo było na to przygotowane.

– Wykorzystałem we właściwym czasie programy unijne. Bo akurat o tym myślałem. Do tego gospodarstwo jakoś było na to przygotowane – mówi.

Nie przedstawia tego jako wyłącznie własnej zasługi.

– To nie był tylko mój sukces, iż ja złożyłem wniosek. To musiało się wiele czynników złożyć. Akurat były te programy unijne, była moja kondycja, to wszystko jakoś spasowało – tłumaczy.

Po chwili dodaje:

– Nie możemy wszystkiego opierać na szczęściu. Bo tak naprawdę szczęście jest między naszymi uszami.

Opierajmy się na wiedzy

Najmocniej Szymczak wraca do wiedzy. Nie jako hasła, tylko jako sposobu prowadzenia gospodarstwa i podejmowania decyzji.

Opierajmy się na wiedzy. Nie deprecjonujmy wiedzy – mówi.

I zaraz dodaje:

– Chyba największy sukces: wiedza wieloaspektowa. Łącznie co i jak, kiedy.

Ta wiedza nie bierze się tylko z jednego źródła. Szymczak mówi o rozmowach, ludziach i doświadczeniach z różnych miejsc.

Ludzie, zna się ludzi. Wiele punktów widzenia, wiele doświadczeń – mówi.

Podaje przykład warunków pogodowych.

– Pewne rzeczy rolnicy w innych częściach Polski wcześniej doświadczyli. Wymieniliśmy doświadczenia. Ja byłem na to przygotowany – tłumaczy.

I dopowiada:

– Mogę się poradzić albo usłyszeć, jak w mokrych warunkach z czymś robić, czy w suchych.

Nie chodzi tylko o szukanie gotowej odpowiedzi u kogoś, kto wie więcej.

– Wiedza szeroka i ludzie, poznawanie ludzi. I nie w tym aspekcie, iż ja tego poznałem, bo ten coś wie, to mi powie. Nie. Tak normalnie, zwyczajnie ludzi – mówi Szymczak.

Brakujący puzzel

Na końcu Szymczak opisuje to bardzo prosto. Czasem jedna rozmowa domyka coś, co rolnik już od dawna układał w głowie.

Mam układankę w głowie. Brakuje jednego puzzla. I często ktoś nieświadomie mi tego jednego puzzla podaje – mówi.

Ten ktoś może choćby nie wiedzieć, iż powiedział coś ważnego.

– Zupełnie nieświadomie. On o tym nie wie, a dla mnie premiera nastaje – dodaje.

W tej rozmowie nie ma prostego przeciwstawienia: hektary albo wiedza. Szymczak sam prowadzi gospodarstwo, które bez ziemi, maszyn i inwestycji nie mogłoby działać. Ale kiedy mówi o przyszłości, nie zatrzymuje się na samym powiększaniu areału.

Hektary są ważne. Tylko nie zawsze odpowiadają na wszystkie pytania. Czasem równie ważne jest to, ile rolnik potrafi zrobić z hektara, jak gospodaruje własnym czasem, z kim rozmawia i czy widzi zmianę, zanim po latach wszyscy nazwą ją oczywistą.

Idź do oryginalnego materiału