Nie widzą faktur, dokumentów i remontów. Tajemnice spółdzielni mieszkaniowej

9 godzin temu

Gotówka do ręki, brak faktur i żadnej kontroli nad pieniędzmi mieszkańców - tak według lokatorów ma działać spółdzielnia w jednej z popegeerowskich miejscowości. Lokatorzy płacą czynsz, ale nie wiedzą za co. Dachy przeciekają, ściany niszczeją, a do dokumentów nie sposób dotrzeć. Materiał "Interwencji".

Interwencja
Mieszkańcy Krotoszyna skarżą się na nieprawidłowości w spółdzielni

- Nie szło się z panią prezes dogadać, chodziłyśmy, prosiłyśmy o rachunki różnego rodzaju, bo wszyscy płacą tutaj pieniążki. Wszystko oczywiście było do ręki, bez kasy, bez konta, bez niczego. "Kasa przyjmie" - tak to się nazywa na rachunku. Niczego się pani stamtąd nie dowie, niczego – powiedziała pani Joanna z zarządu wspólnoty we wsi Krotoszyn w województwie kujawsko-pomorskim.

Tamtejsza spółdzielnia mieszkaniowa została założona dwadzieścia lat temu, gdy likwidowano PGR. Od początku jej prezesem jest Maria Z. i zarządza tak, jakby czas się zatrzymał. Nie ma strony internetowej, jest jedno ogólne konto, za wszystko płaci się gotówką.

"Wszystko do rąk własnych". Lokatorzy nie wiedzą, co dzieje się z ich pieniędzmi

Pani Józefa regularnie opłaca czynsz, ma potwierdzenia wpłat. Przez dwadzieścia lat zarząd ocieplił tylko dwie ściany szczytowe jej bloku. Sufit w mieszkaniu stale jest zalewany.

- Zrobił się na nim duży purchel i to nie pierwszy raz. Nic nie jest zrobione. Jak się tu wprowadziłam, tak ta klatka została, tak piwnica została, pralnia, dach, wszystko. Nic nie mamy zrobione, nic kompletnie, tak samo koło bloku - zaznaczyła.

ZOBACZ: Komornik zajął jej emeryturę. Nie wiedziała, iż ma dług

Pani Magdalena jest w zarządzie wspólnoty bloku nr 11. Wspólnota nie ma pojęcia, na co idą jej pieniądze i w jakich kwotach. - Chcieliśmy faktury, by wiedzieć, ile prezes wydała za remont szczytów budynków, bo były robione. Też nie dostaliśmy: my nie możemy. Co zabranie mówiłam, iż chciałabym, by każdy blok miał swoje konto, żebyśmy mogli na nie wpłacać. Zawsze jak się szło płacić, to do rąk własnych – stwierdziła.

Mieszkańcy nie mają dostępu do faktur

Radca prawny Janusz Krakowiak przyznał, iż "można sobie wyobrazić, iż jest jedno konto dla kilku budynków, ale to wymaga dużej pracy ze strony służb księgowych". - I tak muszą być księgowane poszczególne budynki osobno, dlatego konta dla poszczególnych budynków tę sytuację bardzo ułatwiają – tłumaczył.

Mieszkańcy mówią, iż nie mają dostępu do faktur za węgiel, prąd, remonty. Półtora roku temu zażądali transparentnych rozliczeń, ale ich nie dostali. Wtedy dwa bloki - każdy jest oddzielną wspólnotą - zrezygnowały z usług spółdzielni. Nowy zarządca dokumentację otrzymał dopiero po interwencji policji.

- Spółdzielnia liczy szesnastu członków, to jest przeważnie sama rodzina i pseudokoleżanki. Chcieliśmy zostać członkami, ale nie ma już miejsca. Prezes powiedziała, iż nie potrzebuje ludzi, którzy brużdżą jej. Jak teraz odłączyliśmy budynki gospodarcze i pomieszczenie, w którym ona przebywała przez dwadzieścia lat, gdzie ciągnęła wodę na lewo, nie było liczników, nie było licznika z prądem to mamy 70-50 zł za prąd na klatce. A było 560-600 zł - opowiadała pani Paulina, członek zarządu wspólnoty bloku nr 10.

- Mama za samo ogrzewanie 50-metrowego mieszkania płaciła prawie 600 zł. To z tego rachunku wychodzi, iż rocznie to 7200 zł za samo jedno mieszkanie w naszym 12-rodzinnym bloku, ogrzewanie węglowe. I mama jeszcze miała niedopłatę 1200 zł – powiedziała pani Joanna.

Milionowe długi na popegeerowskich osiedlach. Dokumenty ujawniły prawdę

Mieszkańcy różnych popegeerowskich osiedli od lat proszą "Interwencję" o pomoc. Problemy powtarzają się, chodzi o wątpliwej jakości zarządzanie, nieuzasadnione podwyżki i długi. W Zegartowicach pod Toruniem prezes zadłużył spółdzielnię na dwa miliona złotych.

- Dokumenty ujawniły z lustracji z 2022 roku i 2023 roku, iż spółdzielnia już wtedy była niewypłacalna i Zarząd, czyli Rada Nadzorcza oraz prezes nie zrobili w tym kierunku nic. Długi opiewają na ponad dwa miliony złotych. Nie wiedzieliśmy o tym. Gdy poszliśmy do spółdzielni i prosiliśmy o faktury, uchwały, protokoły, to prezes nie pozwalał nic wydawać - relacjonowała mieszkanka osiedla w Zegartowicach.

ZOBACZ: Zwrot po ponad dwóch dekadach. Jarosław Sosnowski na wolności

Z kolei w innej spółdzielni po dawnym PGR w Lubaniu na Kaszubach dostawy węgla mierzono taczkami lub wiadrem, bo nie było wagi. Mieszkańcy trzynastu bloków dostali drugą w roku podwyżkę za ciepłą wodę i ogrzewanie, w kasie zamiast 400 tys. zł było tylko 12 tysięcy. Podczas realizacji reportażu palacz był pijany.

Pieniądze lokatorów wydawane bez ich zgody. Mechanizm finansowej zapaści w spółdzielniach

Redakcja "Interwencji" odwiedziła też lokatorów dziesięciu bloków po pegeerze we wsi Popowo Kościelne pod Gnieznem. Wskazywali na nieuzasadnione podwyżki, brak transparentnych rozliczeń za opał oraz na prezesa zarządu, który nie liczył się z prawem.

Reporter: Pan przesunął fundusz remontowy na ten dług? Mógł pan tak zrobić?

Andrzej Miś: prezes spółdzielni: Nie mogłem, ale po prostu w innym wypadku wspólnota przez pięć lat nie mogłaby istnieć, bo nie ma środków na koncie. Zwykły wybór.

- Czy wspólnota wyraziła zgodę, żeby pokryć ten dług?

- Nie. Zrobiłem to po to, żebym mógł zapłacić bieżące należności wspólnoty.

- Czy wspólnota wyraziła na to zgodę, członkowie?

- Nie.

- Zrobił pan to na własną odpowiedzialność?

- Tak.

Wracając do Spółdzielni Mieszkaniowej we wsi Krotoszyn. Prezes początkowo zgodziła się na rozmowę. Gdy jechaliśmy na umówione spotkanie, nagle je odwołała.

- Jednak złożę oświadczenie, niech pani mi te pytania prześle – stwierdziła.

Prezes odpowiedziała pisemnie, żądając przytoczenia "pełnej treści pytań i odpowiedzi".

Przedstawicielki wspólnot złożyły w Prokuraturze Rejonowej w Szubinie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Była z nimi 67-letnia pani Maria, do niedawna jeszcze członek rady nadzorczej spółdzielni, która z panią prezes współpracowała od początku.

- Dzisiaj byłam zanieść tę rezygnację, ja dawno chciałam to zrobić, ale ona powiedziała, iż nie można, bo jest w sądzie zarejestrowane i nie można – przekazała.

Reporter: W sądzie jest spółdzielnia zarejestrowana, ale rada nadzorcza jest kadencyjna i powinna się zmieniać, i chyba się zmienia?

Pani Maria: Wie pani co, ja już nie pamiętam, ile ja jestem tam lat, bo jestem kupę czasu tam. Tylko o podpis chodzi, o to, iż byłam.

Reporter: Pani była słupem... Pani tutaj swoją osobą to wszystko legalizowała, ma pani tego świadomość?

Pani Maria: No nie! Nigdy nie myślałam tak nawet, bo ona powiedziała, iż tylko na zebrania, po to jesteście - mówiła - żeby podpisać i jak głosowanie, to rękę do góry, rękę na dół.

Reporter: Ale pani była w radzie nadzorczej, trzyosobowej.

Pani Maria: Ale my nie mieliśmy żadnej możliwości, żebyśmy coś tam choćby wejrzeli w papiery. choćby nam statusu nie dostarczyła.

Reporter: Spółdzielni?

Pani Maria: Tak. Powiedziała, iż jest RODO i my tego nie możemy dostać.

Pełna treść pytań i odpowiedzi prezes spółdzielni na stronie "Interwencji".

Autor materiału: Małgorzata Pietkiewicz

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: Niemcy mieszają przy porcie w Świnoujściu? Wiceminister grzmi o "kłamcach"
Idź do oryginalnego materiału