Niemieckie rolnictwo: plaga kradzieży GPS się rozkręca, a policja apeluje o zdejmowanie odbiorników

2 dni temu

Jeszcze nie tak dawno największym zmartwieniem niemieckiego rolnika był grad, susza albo ceny nawozów. Dziś do tej listy dopisać trzeba… złodzieja z wiedzą techniczną i smykałką do elektroniki. W Niemczech kradzieże w gospodarstwach rolnych, zwłaszcza te dotyczące drogich systemów nawigacji GPS, urosły do rangi prawdziwej plagi.

Nowoczesne rolnictwo bez GPS-u? Trudno to sobie dziś wyobrazić. Prowadzenie równoległe, automatyczne sterowanie, dokumentacja zabiegów – wszystko to opiera się na elektronice zamkniętej w niewielkich, ale bardzo drogich pudełkach montowanych w kabinach ciągników i kombajnów. I właśnie te pudełka stały się łakomym kąskiem dla złodziei.

Niemcy na niechlubnym podium – cena sukcesu

W skali całej Unii Europejskiej to właśnie Niemcy przodują w liczbie kradzieży systemów nawigacyjnych i urządzeń GPS z maszyn rolniczych. Powód? Prozaiczny i w gruncie rzeczy będący efektem sukcesu.

Niemieckie rolnictwo jest silnie zmechanizowane, nasycone nowoczesnymi technologiami i – mówiąc wprost – bogate w sprzęt, który łatwo sprzedać i trudno jednoznacznie oznakować.

Rolnicy zza Odry coraz częściej dzielą się swoimi historiami w mediach. Jedna z rolniczek opowiadała w niemieckiej telewizji, iż po kradzieży systemów nawigacyjnych oraz mosiężnych elementów instalacji nawadniającej o łącznej wartości około 10 tys. euro, nie miała już złudzeń.

W gospodarstwie pojawił się monitoring, a do tego zatrudniona została ochrona. Krótko mówiąc – wieś zaczęła funkcjonować jak niewielki zakład przemysłowy pod nadzorem.

Alarm, kamera i… demontaż na noc

Coraz więcej niemieckich rolników idzie tą samą drogą. Alarmy w ciągnikach, kamery na podwórzu, oświetlenie z czujnikami ruchu – to już nie fanaberia, a codzienność. Policja dodatkowo zaleca, by na noc zdejmować nadajniki GPS z maszyn i przechowywać je w zamkniętych pomieszczeniach.

Brzmi absurdalnie? Być może. Ale jeszcze kilka lat temu nikt nie przypuszczał, iż ktoś będzie „oskubywał” traktor z elektroniki szybciej niż z paliwa.

Sytuacji nie poprawia fakt, iż wiele urządzeń GPS nie wymaga licencji i może być stosunkowo łatwo wykorzystane ponownie. To czyni je szczególnie atrakcyjnymi dla przestępców.

Sprzedawcy sprzętu rolniczego sami przyznają, iż skala kradzieży rośnie, a pytanie „po co komu tyle rolniczych GPS-ów?” coraz częściej pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.

Kto kradnie i gdzie znikają niemieckie GPS-y?

Tu zaczynają się domysły. Niemiecka Krajowa Agencja ds. Przestępczości podejrzewa, iż część skradzionych urządzeń może trafiać do zastosowań wojskowych lub półwojskowych.

Brzmi sensacyjnie, ale twardych danych brak. Informacje o zorganizowanych grupach przestępczych są szczątkowe, a aresztowania należą do rzadkości. Sprzęt znika, ślad się urywa, a rolnik zostaje z pustą splądrowaną kabiną i fakturą do zapłacenia.

Technika potrzebna, ale jej posiadanie coraz bardziej ryzykowne

Nie ma jednak odwrotu od nowoczesności. Systemy nawigacyjne są dziś nieodzownym elementem efektywnego gospodarstwa – oszczędzają paliwo, czas i nerwy operatora. Jednocześnie stają się coraz cenniejszym celem kradzieży. To cena postępu, którą – jak widać – Niemcy płacą dziś najwyższą stawkę w całej Unii.

Warto przypomnieć, iż w Europie pojawiają się już pomysły na walkę z tym procederem. W jednym z konkursów za najlepsze rozwiązanie uznano… prosty czujnik ruchu w kabinie. Czasem więc nie potrzeba kosmicznej technologii, by chronić kosmicznie drogi sprzęt.

Jedno jest pewne: jeżeli GPS stał się mózgiem nowoczesnego ciągnika, to złodzieje nauczyli się, gdzie ten mózg się znajduje. A rolnicy – czy tego chcą, czy nie – muszą dziś myśleć nie tylko o plonach, ale i o zabezpieczeniach.

Idź do oryginalnego materiału