Pellet droższy z tygodnia na tydzień. Ceny wróciły do poziomów kryzysowych

6 godzin temu

Jeszcze jesienią tona pelletu kosztowała w wielu miejscach około 1,4 tys. zł. Tymczasem w drugiej połowie stycznia ceny zaczęły gwałtownie rosnąć. To poziomy znane z kryzysu energetycznego z 2022 roku.

Za certyfikowany pellet klasy A1 sprzedawany luzem trzeba było zapłacić:

• od 1300 zł
• choćby do ponad 2100 zł za tonę

Jeszcze drożej wypada pellet pakowany w worki po 15 kg. W dużych sieciach handlowych ceny dochodzą choćby do 2500 zł za tonę, a w pojedynczych ofertach internetowych przebijają lokalnie 3 tys. zł.

To poziomy znane z kryzysu energetycznego z 2022 roku.

Rząd patrzy na rynek, ale nie wprowadza regulacji cen

Nagły skok cen wywołał falę niepokoju wśród odbiorców. Ministerstwo Energii poinformowało, iż zwróciło się do Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów z prośbą o sprawdzenie, czy na rynku nie dochodzi do sztucznego ograniczania podaży lub zmowy cenowej.

Na razie UOKiK sygnalizuje jedynie pojedyncze zgłoszenia i brak dowodów na nieprawidłowości.

Minister energii Miłosz Motyka podkreśla, iż obecne wzrosty wynikają głównie z klasycznej relacji:

gwałtowny wzrost popytu + ograniczona dostępność surowca.

Nie wykluczył jednak działań interwencyjnych w przyszłości, jeżeli kontrole wykażą nadużycia – włącznie z możliwym wykorzystaniem rezerw strategicznych.

Branża uspokaja: pellet nie zniknął z rynku

Przedstawiciele Izby Gospodarczej Urządzeń OZE i Polskiego Przemysłu przekonują, iż sytuacja ma charakter sezonowy.

Ich zdaniem:

• produkcja pelletu przez cały czas trwa
• łańcuch dostaw funkcjonuje
• lokalne braki nie oznaczają ogólnokrajowego kryzysu

Eksperci przypominają, iż zimowe skoki popytu i cen są znane branży od lat, a ich główną przyczyną są:

• silne mrozy
• ograniczone magazyny u części dystrybutorów

Podkreślają też, iż konsumenci mogą ograniczać ryzyko wysokich cen, kupując pellet wcześniej – poza sezonem grzewczym.

Prawdziwy problem: Polska zużywa więcej biomasy, niż produkuje

Coraz więcej głosów wskazuje jednak, iż tegoroczna sytuacja nie jest tylko efektem pogody.

Prezes Izby, dr Adam Nocoń, zwraca uwagę na niespójną politykę surowcową państwa. Produkcja pelletu w Polsce w dużej mierze opiera się na:

• trocinach
• zrębkach drzewnych z tartaków

Tymczasem ograniczanie pozyskania drewna sprawiło, iż surowca do produkcji pelletu jest realnie mniej.

Efekty są widoczne:

• część producentów ogranicza moce wytwórcze
• niektórzy czasowo wstrzymują produkcję
• podaż nie nadąża za popytem w okresie zimowym

W praktyce oznacza to, iż Polska coraz częściej musi uzupełniać braki importem biomasy, zamiast opierać się na własnej produkcji.

Składy już zapowiadają dalsze podwyżki

Właściciele punktów sprzedaży nie mają wątpliwości – jeżeli mrozy się utrzymają, ceny mogą pójść jeszcze wyżej.

W przyszłym tygodniu pellet może spokojnie dobić do 2 tys. zł za tonę. Wszystko zależy od pogody – mówi jeden ze sprzedawców z Wielkopolski.

Przy wysokim popycie i tej samej podaży rynek naturalnie winduje ceny.

Dlaczego w Niemczech tak nie drożeje?

Dla porównania – za zachodnią granicą sytuacja wygląda znacznie spokojniej.

Według danych Niemieckiego Instytutu Pelletu DEPI w styczniu ceny wzrosły jedynie o około 2 proc. miesiąc do miesiąca. Średnio konsumenci płacą tam około 405 euro za tonę, czyli w przeliczeniu około 1700 zł.

Co więcej:

• w niemieckich sklepach pellet jest szeroko dostępny
• w polskich sklepach internetowych często go brakuje

To kolejny sygnał, iż problem w Polsce ma charakter systemowy, a nie tylko sezonowy.

Zima obnażyła słabości rynku biomasy

Tegoroczne mrozy pokazały jedno jasno – polski rynek pelletu jest wyjątkowo wrażliwy na skoki popytu.

Z jednej strony:

• rosnąca popularność ogrzewania biomasą
• większe zużycie w zimnych okresach

Z drugiej:

• ograniczona krajowa produkcja surowca
• uzależnienie od importu

Efekt to:

gwałtowne wahania cen
chwilowe braki paliwa
nerwowe reakcje rynku

Eksperci przewidują, iż po tej zimie wielu odbiorców zacznie robić zapasy już latem, by uniknąć zimowych szoków cenowych.

Jednak bez zmian w polityce surowcowej i zwiększenia krajowej dostępności biomasy problem może wracać co roku – wraz z pierwszym większym mrozem.

Sezon 2026 pod znakiem nowości. Do rejestru trafia aż 17 nowych odmian buraka
Idź do oryginalnego materiału