Polski handel zagraniczny pozostaje pod kreską. Od stycznia do maja 2026 roku wartość importowanych towarów była o 12,5 mld zł wyższa od eksportu. To wyraźny sygnał, iż okres wysokich nadwyżek handlowych mamy na razie za sobą.

Sam deficyt nie musi jednak oznaczać pogorszenia kondycji gospodarki. Polska sprowadza coraz więcej maszyn, urządzeń, środków transportu i półproduktów potrzebnych firmom. Jednocześnie eksport hamuje z powodu słabej koniunktury w Europie Zachodniej, przede wszystkim w Niemczech.
Najważniejsze pytanie nie brzmi więc: „ile importujemy?”, lecz: co kupujemy za granicą i czy te zakupy zwiększą w przyszłości możliwości produkcyjne polskiej gospodarki?
Import przekroczył eksport o 12,5 mld zł
Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego w okresie od stycznia do maja 2026 roku wartość polskiego eksportu wyniosła 667,5 mld zł, a importu 679,9 mld zł.
Saldo obrotów towarowych było więc ujemne i wyniosło 12,5 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku eksport wzrósł o 3,5 proc., a import o 3,4 proc.
Oznacza to, iż obie strony wymiany handlowej rosną w podobnym tempie. Deficyt nie wynika z załamania sprzedaży polskich produktów za granicę, ale z utrzymywania się wysokiej wartości zakupów dokonywanych poza krajem.
Polska drugi rok może zakończyć pod kreską
W 2025 roku Polska wyeksportowała towary o wartości 1,553 bln zł, natomiast wartość importu sięgnęła 1,580 bln zł. Roczny deficyt handlowy wyniósł 26,3 mld zł.
Dane z pierwszych pięciu miesięcy 2026 roku wskazują, iż także obecny rok może zakończyć się ujemnym wynikiem. Nie byłaby to jednak sytuacja bezprecedensowa. Polska w ostatnich latach przechodziła od wysokich nadwyżek do głębokich deficytów, zależnie od cen energii, tempa wzrostu gospodarczego i kondycji głównych partnerów handlowych.
W 2022 roku, w warunkach gwałtownego wzrostu cen gazu, ropy i innych surowców, deficyt handlowy sięgnął 92,5 mld zł. Rok później saldo poprawiło się i osiągnęło 48,6 mld zł nadwyżki, a w 2024 roku dodatni wynik skurczył się do zaledwie 3 mld zł.
Pokazuje to, iż saldo handlu zagranicznego może gwałtownie się zmieniać i jest silnie uzależnione od sytuacji na światowych rynkach.
Największa nierównowaga dotyczy handlu z Chinami
Jednym z głównych źródeł polskiego deficytu pozostaje handel z Chinami. Polska sprowadza z tego kierunku elektronikę, urządzenia, maszyny, komponenty przemysłowe, odzież, produkty chemiczne i szeroką gamę towarów konsumpcyjnych.
W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku na towary sprowadzane z Chin przypadło około 15,6 proc. całego polskiego importu. Chiny pozostają tym samym jednym z najważniejszych dostawców na polski rynek.
Problemem nie jest sama wysoka wartość zakupów, ale ogromna dysproporcja między importem i eksportem. Polska sprzedaje na rynek chiński znacznie mniej, niż z niego kupuje. W efekcie powstaje trwały i głęboki deficyt bilateralny.
Podobną sytuację ma jednak wiele państw europejskich. Chiny pełnią rolę światowego centrum produkcji masowej, a ich przewaga kosztowa i rozbudowane łańcuchy dostaw sprawiają, iż europejskie gospodarki pozostają silnie uzależnione od importu azjatyckich komponentów i gotowych produktów.
Z Niemcami wciąż mamy dużą nadwyżkę
Odwrotnie wygląda handel z Niemcami, które pozostają najważniejszym partnerem gospodarczym Polski.
Polska importuje z Niemiec maszyny, samochody, chemię, części, urządzenia przemysłowe i technologie. Jednocześnie jeszcze więcej sprzedaje na niemiecki rynek, dzięki czemu wymiana pozostaje korzystna dla Polski.
W okresie styczeń–kwiecień 2026 roku polski handel z Niemcami zamknął się nadwyżką w wysokości 37,9 mld zł. Była ona jednak niższa niż rok wcześniej, gdy wynosiła 39,5 mld zł.
To właśnie słabsza kondycja niemieckiego przemysłu jest jednym z największych problemów polskich eksporterów. Niemcy kupują mniej komponentów, części, mebli, sprzętu i innych produktów wytwarzanych przez polskie przedsiębiorstwa.
Polska gospodarka przyspiesza, więc rośnie zapotrzebowanie na import
Jednym z powodów pogłębiania się deficytu jest poprawa krajowej koniunktury. Kiedy gospodarka rośnie, firmy zwiększają inwestycje, produkcję i zakupy. Większe wydatki gospodarstw domowych również napędzają popyt na towary zagraniczne.
– Głównym powodem rosnącego deficytu jest cykl gospodarczy, w który weszła Polska. Przyspieszenie wzrostu PKB i poprawa krajowej koniunktury sprzyjają popytowi wewnętrznemu, który jest częściowo zaspokajany towarami z zagranicy – ocenia Marcin Luziński, ekonomista Erste Bank Polska.
Wzrost importu może być więc skutkiem dobrej sytuacji gospodarczej. Gdy przedsiębiorstwa rozbudowują zakłady, modernizują linie technologiczne i kupują środki transportu, część niezbędnych urządzeń musi zostać sprowadzona z zagranicy.
Dopiero w kolejnych latach takie inwestycje mogą przełożyć się na wzrost produkcji i eksportu.
Zachodnia Europa złapała zadyszkę
Drugi czynnik to słaby popyt u najważniejszych odbiorców polskich towarów. Polska sprzedaje większość eksportu na rynki europejskie, dlatego kondycja Niemiec, Francji, Czech, Holandii i innych państw Unii Europejskiej ma bezpośredni wpływ na wyniki krajowych firm.
– Nasza gospodarka eksportuje przede wszystkim do Europy. Przy słabszym popycie u głównych partnerów polski eksport radzi sobie słabiej – wskazuje Marcin Luziński.
Dla polskich przedsiębiorstw jest to szczególnie odczuwalne, ponieważ duża część produkcji stanowi element europejskich łańcuchów dostaw. Polskie firmy nie zawsze sprzedają gotowy produkt bezpośrednio konsumentowi. Często dostarczają komponenty, podzespoły i półprodukty wykorzystywane przez fabryki w Niemczech lub innych państwach.
Jeśli europejski przemysł ogranicza produkcję, zamówienia dla polskich poddostawców również maleją.
Droższa energia powiększa rachunek importowy
Polska przez cały czas jest importerem netto ropy naftowej, gazu i wielu surowców energetycznych. Każdy wzrost ich cen automatycznie zwiększa wartość importu, choćby jeżeli fizyczna ilość sprowadzanego surowca się nie zmienia.
Napięcia na Bliskim Wschodzie i ryzyko zakłóceń w transporcie ropy mogą więc gwałtownie pogarszać polskie saldo handlowe. Wysokie ceny energii wpływają również na koszty transportu, nawozów, chemikaliów i innych towarów importowanych.
Podobny mechanizm był widoczny w 2022 roku, kiedy rekordowo drogie surowce energetyczne doprowadziły do gwałtownego pogorszenia bilansu handlowego.
Zakupy uzbrojenia także podnoszą import
Na wartość importu wpływają również zwiększone wydatki obronne. Polska kupuje za granicą samoloty, systemy rakietowe, czołgi, amunicję, elektronikę wojskową i inne wyposażenie.
– Wzrost deficytu handlowego jest częściowo skutkiem decyzji politycznych dotyczących zwiększenia wydatków zbrojeniowych, które w dużej mierze opierają się na imporcie – zaznacza ekonomista Erste Bank Polska.
Takie zakupy pogarszają saldo handlowe w momencie ich realizacji, ale nie są typową konsumpcją. Z punktu widzenia państwa stanowią inwestycję w bezpieczeństwo, choć nie zwiększają potencjału eksportowego gospodarki w taki sam sposób jak zakup maszyn dla przemysłu.
Nie każdy deficyt jest zły
Ocena deficytu zależy przede wszystkim od struktury importu. Inaczej należy traktować gospodarkę, która sprowadza przede wszystkim dobra konsumpcyjne finansowane długiem, a inaczej państwo kupujące technologie, maszyny i półprodukty potrzebne do rozwoju przemysłu.
W polskim imporcie dominują maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy, które odpowiadają za ponad jedną trzecią wartości zakupów zagranicznych. Znacznie mniejszy udział mają towary typowo konsumpcyjne, takie jak żywność.
– Zakupy maszyn, technologii, komputerów i półproduktów mogą być ceną modernizacji firm oraz budowy nowych zdolności produkcyjnych. Dane za 2025 rok i początek 2026 roku wskazują, iż część wzrostu importu ma właśnie taki inwestycyjny charakter – ocenia Szymon Fabiański, ekonomista PKO Banku Polskiego.
Jeżeli sprowadzone maszyny pozwolą firmom zwiększyć wydajność i produkcję, dzisiejszy import może w przyszłości przełożyć się na większy eksport.
Najważniejsze jest to, co powstanie dzięki importowi
Deficyt można porównać do kredytu zaciągniętego na rozwój gospodarstwa. Sam wzrost zobowiązania nie musi być zły, o ile pieniądze zostają przeznaczone na maszynę, która zwiększy produkcję i dochody. Problem pojawia się wtedy, gdy środki są wydawane wyłącznie na bieżącą konsumpcję i nie przynoszą przyszłych korzyści.
Podobnie jest w gospodarce. Import linii produkcyjnych, robotów, komputerów, półprzewodników czy specjalistycznych urządzeń może zwiększyć konkurencyjność polskich przedsiębiorstw.
Inaczej należałoby oceniać trwały wzrost importu gotowych produktów, które wypierają krajową produkcję, nie prowadząc jednocześnie do modernizacji firm.
– Obecny deficyt jest bardziej kosztem szybkiego wzrostu i inwestycji oraz odzwierciedleniem relacji cen w eksporcie i imporcie niż sygnałem narastającego kryzysu – podsumowuje ekspert PKO Banku Polskiego.
Rolnictwo także odczuwa skutki rosnącego importu
Zmiany w handlu zagranicznym mają znaczenie również dla sektora rolno-spożywczego. Rolnictwo korzysta z importowanych maszyn, nawozów, środków ochrony roślin, paliw, komponentów paszowych i części zamiennych.
Wysoki import dóbr inwestycyjnych może wspierać modernizację gospodarstw i przetwórstwa. Jednocześnie napływ gotowej żywności z zagranicy zwiększa konkurencję na rynku krajowym.
Żywność stanowi około 8 proc. całego polskiego importu, a więc wyraźnie mniej niż maszyny i urządzenia. Nie zmienia to faktu, iż w poszczególnych sektorach – np. owocach, warzywach, mięsie czy produktach mleczarskich – choćby stosunkowo niewielki wzrost dostaw może silnie wpływać na ceny producentów.
Dla rolnictwa ważne jest więc nie tylko ogólne saldo handlowe Polski, ale również szczegółowy bilans handlu produktami rolno-spożywczymi.
Kiedy deficyt powinien zapalić lampkę alarmową?
Ujemne saldo handlu staje się groźniejsze, gdy towarzyszy mu wysoki deficyt finansów publicznych, narastający deficyt obrotów bieżących i duże uzależnienie od krótkoterminowego kapitału zagranicznego.
Ekonomiści określają taką sytuację mianem problemu podwójnych deficytów. Państwo jednocześnie więcej wydaje, niż zbiera do budżetu, oraz więcej kupuje za granicą, niż sprzedaje.
– Lampka alarmowa powinna się zapalać, gdy wysoki deficyt obrotów bieżących łączy się z dużym deficytem finansów publicznych i znaczącym udziałem zagranicznych funduszy inwestycyjnych w finansowaniu gospodarki – ostrzega Marcin Luziński.
W razie nagłego pogorszenia nastrojów inwestorzy mogliby wycofać kapitał, osłabiając złotego i podnosząc koszty finansowania państwa oraz przedsiębiorstw.
Na razie sytuacja pozostaje stabilna
Polska ma wysoki deficyt sektora finansów publicznych i ujemne saldo handlu towarami. Deficyt obrotów bieżących pozostaje jednak umiarkowany, a jego finansowanie jest oceniane jako stabilne.
To ważne rozróżnienie. Saldo handlu towarami obejmuje jedynie eksport i import produktów. Rachunek bieżący uwzględnia również usługi, dochody oraz transfery. Polska uzyskuje znaczące wpływy m.in. z eksportu usług transportowych, informatycznych i biznesowych, co częściowo równoważy deficyt w handlu towarami.
Dlatego sam wynik minus 12,5 mld zł nie oznacza jeszcze, iż gospodarka znalazła się w niebezpiecznej sytuacji.
Deficyt jest ostrzeżeniem, ale nie sygnałem kryzysu
Polski deficyt handlowy prawdopodobnie utrzyma się również w kolejnych miesiącach. Import będzie wspierany przez inwestycje, konsumpcję, zakupy uzbrojenia i droższe surowce energetyczne. Eksport pozostanie natomiast ograniczany przez słabą koniunkturę w Europie Zachodniej.
Niepokój powinien pojawić się wtedy, gdy import zacznie rosnąć głównie wskutek konsumpcji, a nie modernizacji gospodarki, eksport będzie trwale tracił konkurencyjność, a deficyt trzeba będzie finansować niestabilnym kapitałem zagranicznym.
Na razie dane wskazują na bardziej złożony obraz. Polska kupuje więcej, ponieważ gospodarka rozwija się i inwestuje, ale sprzedaje za granicę mniej, niż mogłaby, ponieważ jej główni partnerzy gospodarczy przez cały czas zmagają się ze słabą koniunkturą.
Deficyt nie jest więc dobrą wiadomością samą w sobie. Nie musi być jednak zapowiedzią kryzysu. Jego rzeczywiste znaczenie zależy od tego, czy dzisiejszy import stanie się podstawą jutrzejszej produkcji i eksportu.

20 godzin temu

















