Od 14 czerwca 2026 roku wchodzą w życie rewolucyjne zmiany w znakowaniu miodu. Unijna dyrektywa śniadaniowa kładzie kres enigmatycznym napisom „mieszanka miodów z UE i spoza UE”. Konsumenci zyskają pełną świadomość tego, co kupują, a dla polskich pszczelarzy nowe etykiety mogą stać się tarczą obronną przed dumpingowym importem i fałszerstwami na masową skalę.
Koniec z ukrywaniem pochodzenia. Procenty na stół
Nowe unijne przepisy, wypracowane jeszcze za kadencji komisarza Janusza Wojciechowskiego, wprowadzają obowiązek umieszczania na słoikach pełnej listy wszystkich państw pochodzenia miodu. Państwa będą musiały być wymienione w kolejności od największego do najmniejszego udziału, wraz z podaniem dokładnej wartości procentowej dla wszystkich z nich.
Unia Europejska jest drugim producentem miodu na świecie (ok. 246 tys. ton w 2024 r.), ale jednocześnie potężnym importerem (blisko 175 tys. ton w tym samym roku). Najwięcej surowca trafia do nas z Ukrainy, Chin oraz Argentyny. Do tej pory pochodzenie to masowo ukrywano za fasadą wspomnianych „mieszanek”. Od połowy czerwca konsumenci czarno na białym zobaczą, skąd realnie pochodzi kupowany produkt.
Wyścig zbrojeń: Fałszerze kontra laboratoria
W tle nowych regulacji stoi walka z gigantycznym biznesem podrabiania miodu. Przepisy uderzają m.in. w tzw. miód przefiltrowany. Zgodnie z nowymi wytycznymi, produkt, z którego usunięto pyłek kwiatowy, nie może być już nazywany miodem.
Usuwanie pyłku to celowy zabieg fałszerzy – bez niego niezwykle trudno jest laboratoryjnie zidentyfikować geograficzne pochodzenie patoki. jeżeli w miodzie znajduje się pyłek eukaliptusa, jasne jest, iż nie zebrano go na polskim polu z bławatka.
W branży spożywczej trwa w tej chwili stała rywalizacja, przypominająca rynek środków dopingowych w sporcie. Z jednej strony stoi olbrzymi, wyspecjalizowany biznes fałszerski (przodują w tym Chiny), który stosuje zaawansowane syropy z ryżu czy pszenicy oraz enzymy maskujące. Z drugiej strony działają instytucje kontrolne i laboratoria, które muszą stale wdrażać drogie i nowoczesne metody, takie jak analizy izotopowe czy magnetyczny rezonans jądrowy, by w ogóle nadążyć za procederem. najważniejsze pozostaje pytanie, jak nowe przepisy będą w praktyce nadzorowane i egzekwowane przez inspekcje handlowe (IJHARS).
Tarcza dla krajowych pasiek przed tanim importem
Dla lokalnych pszczelarzy nowe prawo to szansa na obronę rynku. Polska jest trzecim największym importerem miodu w UE (po Niemczech i Belgii). Spoza wspólnoty sprowadzamy rocznie około 19 tys. ton, a łącznie z innych państw UE ściągamy ok. 25 tys. ton. To ilość niemal równa naszej rocznej produkcji krajowej.
Bezpiecznik przed dalszą liberalizacją handlu
Nowe etykiety mają stać się również konsumenckim bezpiecznikiem w obliczu kolejnych umów handlowych zawieranych przez Brukselę. Unia otwiera granice przed potęgami w eksporcie miodu: umowa z krajami Mercosuru (Argentyna, Brazylia), umowa handlowa z Meksykiem czy umowa DCFTA z Ukrainą mogą wpuścić na rynek jeszcze więcej taniego surowca.
Obowiązkowy procentowy podział na etykiecie nie zamyka granic fizycznie, ale daje konsumentom narzędzie do świadomego wyboru. Pszczelarze przypominają: droga od ula do słoika w lokalnej pasiece jest krótka i transparentna, a na etykietach uczciwych producentów od zawsze widnieje wyraźne oznaczenie „Produkt Polski”. Od 14 czerwca czytanie etykiet nabierze zupełnie nowego znaczenia.
Prenumerata magazynu Agro Profil
Program Ochrony Roślin Rolniczych 2026
Koszulka Moje SERCE bije dla ROLNICTWA

2 godzin temu













