Sprzedawać czy magazynować?

5 godzin temu
Zdjęcie: Sprzedawać czy magazynować?


Upalna pogoda sprawiła, iż większość opolskich gospodarstw skończyła żniwa.

Część zbiorów trafiła do magazynów rolników, a część do punktów skupu. Jaka jest aktualnie sytuacja? Postanowiliśmy sprawdzić.

Plony? – słabo

Wojciech Bieszczad, firma Agrena z Łąki Prudnickiej:

– Jesteśmy bardzo blisko finiszu tej akcji żniwnej. Myślę, iż żniwa na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku dobiegają do końca. Plony są ewidentnie niższe w porównaniu z poprzednim rokiem, który był rekordowy. Teraz jest choćby o tonę, dwie tony z hektara mniej. Największym zmartwieniem jest jednak jakość zebranego ziarna i nasion. Większość gospodarstw raportuje i potwierdza, iż w te żniwa nie udało się osiągnąć zbyt wysokiej jakości. 40 stopniowe upały, które się pojawiły pomiędzy czerwcem a lipcem spowodowały , iż dużo pszenic, szczególnie takich niedojrzałych, jeszcze w fazie dojrzałości woskowej, po prostu zaschło.

Jakość? – nie najlepiej

Największym problemem jest gęstość – stwierdza Pan Wojciech. – Pojawia się bardzo dużo dostaw pszenic o słabej gęstości, z niewykształconymi ziarnami. Oczywiście wszystko zależy od gleby, jej zasobności i od rozkładu opadów. W różnych gospodarstwach różnie się to kształtuje, ale widać, iż podstawowym problemem jakościowym będzie gęstość.

Ceny? – w górę

– Pozytywnym zaskoczeniem, natomiast są ceny – dodaje właściciel firmy skupowej. – Przed żniwami wydawało się, iż pszenica będzie kosztować poniżej 800 zł za tonę i nikt nie przewidywał skoku cenowego. Cena wzrosła z poziomu 850 zł, choćby do 950 zł w porcie. Geopolityka, a głównie, konflikt ukraińsko-rosyjski i jego eskalacja spowodowały, iż rynki przestraszyły się troszeczkę niewydolności logistycznej Morza Czarnego. To jest obszar, z którego eksportuje się ogromną masę zboża na cały świat. W związku z tym giełdy zareagowały dużymi wzrostami. Stąd te ceny, ale nie wynikają one z bilansu, bo nie znaczy to, iż mamy mniejszy zbiór. Nie mamy niedoboru, przynajmniej regionalnie w Europie. Natomiast wynika to tylko i wyłącznie z wojny i z toczących się działań wojennych wokół basenu Morza Czarnego. Więc można powiedzieć, iż cena wzrosła około 80-100 zł tylko na skutek tego, co się dzieje w regionie Morza Czarnego. I teraz nie wiadomo, co będzie potem. Można snuć różne scenariusze, gdyby doszło do porozumienia pomiędzy Ukrainą a Rosją w kwestii udrożnienia tego kanału logistycznego. Zarówno jednej, jak i drugiej stronie tak naprawdę zależy na tym, żeby ten eksport jednak trwał, dlatego iż i jedni i drudzy żyją z tego eksportu. Gdyby doszło do takiego porozumienia i uspokojenia tej sytuacji, to należałoby się spodziewać korekty na rynkach i spadku tej ceny.

Kto wygrał, a kto stracił?

Dariusz Klusko, gospodarstwo AgroTeam z Pągowa:

– Ruszyliśmy ze skupem choćby troszkę wcześniej, niż planowaliśmy. Nie było jeszcze warunków, cały czas kosiliśmy mokre i wysypywaliśmy na suszarnie, żeby uciekać przed załamaniem pogody. Ostatni tydzień była przepiękna pogoda i te parę dni pogody spowodowały, iż każdy naprawdę mocno ruszył ze żniwami i mógł je skończyć. A o ile chodzi o ceny, to wydaje mi się, iż ci, co sprzedali w poprzednim tygodniu, to dość mocno wygrali. Te różnice są bardzo duże.

Rzepak? – katastrofa

– Na bazie trzydziestoletniego doświadczenia uważam, iż tutaj na naszym terenie to jest katastrofa, o ile chodzi o rzepak – mówi Pan Dariusz. – To, co rolnicy przywożą, to jest jedna czwarta plonów, które się normalnie tutaj zbierało. To jest tragedia. Gdy wyrywa się roślinę, to widać, iż na niej brakuje połowy strąków. Rolnicy zrobili swoją robotę, ale na klimat niestety nie mamy wpływu.

Straty mrozowe

Rolnik stwierdza, iż pomimo tego, iż rolnicy uprawę wykonali perfekcyjnie, to wiosenne przymrozki zrobiły niesamowite spustoszenie. Cena jest za to dość stabilna, bo ziarno konsumpcyjne, o ile ma parametry, kosztuje w granicach 800 zł, a o ile chodzi o paszowe, to jest w granicach 750, 760, 740 zł za tonę, w zależności jeszcze czego jej brakuje.

Kiedy sprzedawać?

– o ile przeanalizujemy zeszły rok – stwierdza rolnik – to ci, co sprzedali w żniwa, zrobili najlepszy interes. Wydaje mi się, iż w tym roku cena w żniwa też jest dość wysoka. Można by zadać sobie pytanie, czy nie będzie wyższa ze względu na to, iż nie ma tego towaru. Nie wiem, ale my nie jesteśmy pępkiem świata i jak ziarna nie ma u nas, to się go sprowadzi. Firmy też nie dadzą za nie wyższej ceny, bo można je ściągnąć z innej części świata, więc nie wiem, gdzie jest ta granica. Widać, iż to funkcjonuje na tej zasadzie, iż jak wybuchnie jedna bomba, to na drugi dzień cena rzepaku skacze do góry o 20%, a gdy sytuacja się uspokoi, to cena spada o 30%. Nie można niczego przewidzieć ani zaplanować.

Więksi rolnicy sprzedają nadwyżki

Diana Gach, firma Gach Agro z Mechnicy:

– Dzisiaj jest pogoda bardzo korzystna dla żniwiarzy, wszyscy wyjechali w pole, więc będziemy na pewno do nocy skupywać. Aktualnie rolnicy najwięcej przywożą pszenicy, choć jeszcze też niektórzy kończą rzepaki i może jęczmiona jare. Gospodarstwa, które nie mają możliwości magazynowych sprzedają wszystko aktualnie w żniwa. Może coś na miarę swoich możliwości będą magazynować, a więksi rolnicy po prostu sprzedają nadwyżki, których nie są w stanie pomieścić w swoich magazynach.

Ceny w górę, koszty też

– Ceny w porównaniu do zeszłego roku nie są złe – przyznaje Pani Diana, – jednakże porównując je do kosztów produkcji, na przykład kosztów nawozów, zwłaszcza saletry amonowej, to nie są zbyt zadowalające dla rolników. Żeby kupić tonę saletry, to trzeba sprzedać prawie trzy tony pszenicy. Nie jest to zbyt korzystny przelicznik.

dr Mariusz Drożdż

Idź do oryginalnego materiału