GUS i MRiRW opublikowały wstępne dane za 2025 r. dla sektora trzody. Mimo lekkiego odbicia w stadzie podstawowym, polski tucz drastycznie zależy od importu warchlaków, głównie z Danii.
Pogłowie loch w Polsce: Lekkie odbicie, ale do dawnej potęgi daleko
Analizując strukturę krajowego stada, można zauważyć powolne hamowanie drastycznego trendu spadkowego, z którym mierzyliśmy się przez ostatnie lata. W czerwcu 2025 roku liczba loch w Polsce wynosiła około 614,5 tysiąca sztuk. Kolejne miesiące przyniosły jednak wyczekiwane, choć skromne ożywienie.
W grudniu 2025 roku odnotowano lekkie odbicie – pogłowie loch wzrosło do poziomu około 618,2 tysiąca sztuk. Porównując te wyniki z rokiem ubiegłym, kiedy to w 2024 roku stan macior oscylował wokół 600 tysięcy sztuk, widać wyraźny, niewielki trend wzrostowy. Niestety, perspektywa długoterminowa brutalnie obnaża skalę regresu polskiego sektora loch, jaki dokonał się na przestrzeni ostatnich dwóch dekad:
Porównanie liczebności stada podstawowego loch w Polsce:
- 2004 rok (wejście do UE): ok. 1,7 – 1,9 mln loch (pełna niezależność i samowystarczalność surowcowa kraju)
- 2024 rok: ok. 600 tys. loch (historyczne doły wywołane kryzysem ASF oraz brakiem opłacalności chowu świń)
- Czerwiec 2025 r.: ok. 614,5 tys. loch
- Grudzień 2025 r.: ok. 618,2 tys. loch (wzrost o 18,2 tys. sztuk względem roku poprzedniego)
W ciągu ostatnich 20 lat polskie stado loch skurczyło się o blisko dwie trzecie. Obecne odbicie cieszy, ale w żaden sposób nie pozwala na pokrycie wewnętrznego zapotrzebowania na materiał do dalszego tuczu.
Import żywej trzody: Ponad 8 milionów sztuk przekroczyło granicę
Skoro krajowa produkcja prosiąt kuleje z powodu małego stada macior, polscy rolnicy muszą szukać materiału do tuczu za granicą. Dane za 2025 rok pokazują gigantyczną skalę tego zjawiska. Tylko od stycznia do listopada 2025 roku Polska sprowadziła około 8,03 miliona sztuk żywej trzody chlewnej. W strukturze tego importu absolutną większość stanowiły prosięta oraz warchlaki przeznaczone do natychmiastowego wstawienia do chlewni tuczowych.
Kluczowym i wręcz monopolistycznym partnerem handlowym Polski pozostaje Królestwo Danii. Zgodnie ze wstępnymi podsumowaniami, import samych duńskich prosiąt i warchlaków w całym 2025 roku osiągnął zawrotną liczbę około 7,8 miliona sztuk. Oznacza to, iż blisko 97% importowanego komponentu trafiającego do polskich gospodarstw posiadało status „made in Denmark”.
Obecna sytuacja w liczbach: Anatomia strukturalnego uzależnienia
Zestawienie ze sobą dwóch kluczowych wskaźników najlepiej obrazuje structuralny problem, z jakim mierzy się polski agrobiznes:
- Mamy w kraju około 600 tysięcy krajowych loch.
- Jednocześnie rocznie importujemy około 8 milionów warchlaków.
Tak potężna dysproporcja jasno dowodzi, jak mocno polski tucz trzody chlewnej zależy dziś od zewnętrznych rynków. Taka sytuacja niesie ze sobą istotne ryzyka biznesowe i weterynaryjne. Każde zawirowanie logistyczne, zmiany w obostrzeniach (np. w kontekście ASF w Europie Zachodniej) czy nagłe skoki cen u duńskich eksporterów bezpośrednio uderzają w rentowność produkcji nad Wisłą. Polski rolnik w tym modelu staje się w dużej mierze jedynie „usługodawcą tuczu”, podczas gdy największa marża generowana jest na początkowym etapie hodowli i sprzedaży prosiąt.
Choć grudniowe dane dają cień nadziei na zatrzymanie wieloletniego kryzysu, powrót do pełnej niezależności surowcowej to proces na dekady. Wymaga on przede wszystkim stabilizacji prawa, długofalowego wsparcia finansowego dla rolników decydujących się na budowę nowoczesnych reproduktorów oraz skutecznej i zunifikowanej walki z afrykańskim pomorem świń (ASF). Bez odbudowy rodzimego stada loch, polskie tuczarnie pozostaną zakładnikami zagranicznych dostawców.
źródło: WIPASZ

9 godzin temu

















