Większe limity połowu ryb w Bałtyku – problemem jest dorsz

5 godzin temu

Na pierwszy rzut oka wyższe limity połowowe powinny być dobrą wiadomością dla rybaków. Tym razem jest odwrotnie. Komisja Europejska proponuje na 2027 r. mocne zwiększenie połowów części bałtyckich gatunków, przede wszystkim szprota i śledzia centralnego, ale część środowiska rybackiego ostrzega, iż taka decyzja może jeszcze bardziej osłabić ekosystem Bałtyku i utrudnić odbudowę dorsza.

Szprot +44 proc., śledź centralny +49 proc.

Propozycja Komisji Europejskiej na 2027 r. obejmuje dziesięć stad ryb zarządzanych na poziomie unijnym.

Największe podwyżki dotyczą:

  • śledzia centralnego – o 49 proc.,
  • szprota – o 44 proc.,
  • śledzia w Zatoce Ryskiej – o 11 proc.,
  • śledzia w Zatoce Botnickiej – o 3 proc.

Limity połowowe gładzicy oraz łososia w głównym basenie Bałtyku i Zatoce Fińskiej miałyby natomiast pozostać na poziomie z 2026 r.

Komisja argumentuje, iż w przypadku szprota sytuacja stada wyraźnie się poprawiła dzięki wysokiej reprodukcji, a ICES prognozuje dalszy wzrost jego liczebności. W przypadku śledzia centralnego również odnotowano poprawę, choć stan stada przez cały czas nie jest uznawany za w pełni bezpieczny.

Rybacy mówią: problemem jest dorsz

To właśnie w tym miejscu zaczyna się spór.

Przedstawiciele części środowiska rybackiego wskazują, iż śledź i szprot są podstawowym elementem łańcucha pokarmowego Bałtyku. Żywi się nimi m.in. dorsz, którego populacja od kilku lat znajduje się w bardzo złej kondycji.

Zdaniem rybaków zwiększenie tzw. połowów paszowych, prowadzonych często przez duże jednostki, może oznaczać dalsze ograniczenie dostępności pokarmu dla dorsza. Taki argument przedstawia m.in. Grzegorz Hałubek, prezes Stowarzyszenia Rybaków Polskich.

Co istotne, sprzeciw wobec zwiększania połowów śledzia i szprota zgłaszają również organizacje ekologiczne. W tym przypadku interesy części rybaków i przyrodników są więc zbieżne.

Dorsz przez cały czas w kryzysie

Ukierunkowane połowy dorsza we wschodniej części Bałtyku pozostają zamknięte od 2019 r. Ryby mogą trafiać do sieci jedynie jako przyłów w innych połowach.

Komisja Europejska przyznaje, iż mimo wieloletnich ograniczeń stan wschodniego stada dorsza nie poprawił się. Dlatego na 2027 r. proponuje dalsze utrzymanie zakazu połowów ukierunkowanych i jednocześnie zmniejszenie dopuszczalnego przyłowu.

W przypadku dorsza zachodniego sytuacja również pozostaje bardzo trudna. KE proponuje ograniczenie dopuszczalnych przyłowów aż o 88 proc., natomiast dla dorsza wschodniego o 51 proc.

To pokazuje paradoks obecnej sytuacji: z jednej strony Bruksela chce wyraźnie zwiększyć połowy gatunków pelagicznych, z drugiej przez cały czas zaostrza ochronę dorsza, który nie może się odbudować.

Polscy rybacy mają dziś duże kwoty szprota i śledzia

Sprawa ma istotne znaczenie także dla polskiej floty.

W 2026 r. Polsce przyznano około 59,3 tys. ton szprota oraz 24 tys. ton śledzia centralnego. Są to w tej chwili jedne z najważniejszych gatunków dla polskich połowów bałtyckich, szczególnie po praktycznym zamknięciu rybołówstwa dorszowego.

Teoretycznie wyższy TAC oznaczałby więc większe możliwości połowowe. Problem polega jednak na tym, iż część rybaków obawia się krótkoterminowego zwiększania połowów kosztem długoterminowej odbudowy ekosystemu.

Nie tylko dorsz. Bałtyk ma więcej problemów

Kryzys nie dotyczy wyłącznie dorsza. Eksperci wskazują również na pogarszającą się sytuację części stad płastug.

Jednocześnie Bałtyk pozostaje akwenem silnie obciążonym eutrofizacją, deficytami tlenu, zmianami temperatury, zanieczyszczeniami oraz zmianami w całym łańcuchu pokarmowym. Sama regulacja połowów nie rozwiąże więc wszystkich problemów.

Komisja Europejska podkreśla, iż propozycje TAC opierają się na aktualnych rekomendacjach naukowych ICES i mają umożliwić stopniową odbudowę stad.

Ostateczna decyzja dopiero jesienią

Propozycja Komisji nie pozostało prawem.

Ministrowie państw UE mają uzgodnić ostateczne limity połowowe na posiedzeniu Rady zaplanowanym na 26–27 października 2026 r. Formalne przyjęcie przepisów ma nastąpić później, w listopadzie.

Do tego czasu będzie więc trwała dyskusja o tym, czy odbudowa stad śledzia i szprota rzeczywiście pozwala na tak duże zwiększenie połowów, czy też Bałtyk potrzebuje bardziej ostrożnego podejścia.

Dla polskich rybaków jest to spór fundamentalny. Większe limity mogą oznaczać większe połowy już w 2027 r., ale jeżeli odbędzie się to kosztem kolejnego osłabienia dorsza, długoterminowy bilans może być znacznie mniej korzystny.

Pellet po 5 tys. zł za tonę? Rząd szuka ratunku przed zimą
Idź do oryginalnego materiału