Zaraza ziemniaka 2026. Pierwsza plama nie oznacza początku problemu

1 godzina temu

Zaraza ziemniaka 2026 może pojawić się szybciej, niż wielu plantatorom się wydaje. Po ostatnich opadach gleba pozostaje mocno uwilgotniona, a zwierające się łany ziemniaka tworzą mikroklimat sprzyjający infekcjom Phytophthora infestans. Eksperci ostrzegają, iż czekanie na pierwsze objawy choroby często oznacza rozpoczęcie ochrony zbyt późno, w efekcie spore straty.

Zaraza ziemniaka 2026 rozwija się najintensywniej przy wysokiej wilgotności powietrza, długotrwałym zwilżeniu liści oraz temperaturze około 15°C. Obecna sytuacja pogodowa w wielu regionach Polski sprzyja tworzeniu warunków infekcyjnych, choćby jeżeli opady już ustały. Na podstawie rozmowy z dr. Jerzym Osowskim z IHAR-PIB w Boninie wyjaśniamy, dlaczego właśnie teraz warto szczególnie uważnie monitorować plantacje ziemniaków i pomidorów oraz nie zwlekać z ochroną.

Zarazie ziemniaka nie potrzeba tygodnia deszczu

To najważniejsza rzecz, którą plantator powinien dziś zrozumieć. Pierwsza plama nie oznacza początku problemu. Pierwsza plama oznacza, iż infekcja już wcześniej nastąpiła.

Jeszcze kilka dni temu wielu producentów ziemniaków czekało na opady. Dziś problem wygląda zupełnie inaczej. Ściśle mówiąc, w dużej części kraju spadły intensywne deszcze. W efekcie gleba jest mocno uwilgotniona, co spowodowało, iż rośliny bardzo gwałtownie przyrastają. W wielu gospodarstwach ziemniaki zwierają już międzyrzędzia lub przeszły tę fazę.

To właśnie teraz powstają warunki, które najbardziej sprzyjają rozwojowi zarazy ziemniaka. I właśnie teraz wielu plantatorów popełnia ten sam błąd – czeka na pierwsze objawy. Tymczasem według dr. Jerzego Osowskiego z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Boninie obecna sytuacja pogodowa już uzasadnia rozpoczęcie ochrony.

„Ja myślę, iż w tym momencie jest wskazane wykonywanie zabiegów, dlatego iż sama pogoda stwarza korzystne warunki do tego, żeby zaraza ziemniaka mogła wystąpić” — radzi dr Jerzy Osowski.

Zaraza ziemniaka — kiedy się pojawia?

Wielu rolników kojarzy zarazę ziemniaka z długotrwałymi opadami. To uproszczenie może jednak kosztować bardzo dużo.

Sprawca choroby, Phytophthora infestans, należy do lęgniowców (Oomycota), czyli organizmów grzybopodobnych silnie związanych z wodą. Do infekcji potrzebuje przede wszystkim wilgoci oraz odpowiedniej temperatury. Za szczególnie korzystne uznaje się warunki, gdy temperatura utrzymuje się w pobliżu 15–20°C, a liście przez wiele godzin pozostają zwilżone.

W praktyce taki mikroklimat nie tworzy się wyłącznie po deszczu. Ale, wróćmy do panującej dzisiaj, tj. 15 czerwca 2026 sytuacji na polach. Otóż, po ostatnich opadach gleba jest mocno nasycona wodą. W efekcie pobrawszy wodę, ziemniaki bardzo intensywnie rosną. W wielu regionach przyrost części nadziemnej wynosi choćby kilka centymetrów dziennie.

Gdy łan się zagęszcza, pędy ziemniaka powodują zakrycie międzyrzędzi, w łanie powstaje specyficzny mikroklimat. Przepływ powietrza jest ograniczony, przewietrzanie bardzo utrudnione, wilgoć utrzymuje się znacznie dłużej. Ponadto parująca z gleby woda dodatkowo podnosi wilgotność powietrza wewnątrz plantacji.

Dr Osowski zwraca uwagę właśnie na ten moment rozwoju plantacji: „Ziemniaki wchodzą w fazę zwierania w rzędach i międzyrzędziach, więc rośnie ryzyko tworzenia mikroklimatu. Ostatnio stwarza on korzystne warunki do zajścia infekcji oraz do tego, żeby choroba się rozwijała.”

Deszcz już był. Teraz problemem będzie rosa

Prognozy wskazują na intensywny wzrost temperatury w najbliższych dniach, a choćby upały. Wielu producentów może więc uznać, iż zagrożenie będzie maleć.

To błędne założenie. Mianowicie po opadach spore ilości wody pozostają w glebie w obrębie plantacji ziemniaków. W kolejnych dniach będzie one intensywnie parować. Jednocześnie przewidywane są wyraźne różnice pomiędzy temperaturą dnia i nocy, choćby kilkunastostopniowe. Takie warunki sprzyjają powstawaniu rosy.

Dla zarazy ziemniaka oznacza to długotrwałe zwilżenie liści, szczególnie po dolnej stronie. W gęstym łanie krople wody mogą utrzymywać się przez wiele godzin. To wystarczający czas, aby zarodniki dokonywały infekcji kolejnych roślin, wnikając z wodą poprzez np. aparaty szparkowe, hydatody (naturalne otwory na brzegach liści).

Dlatego zagrożenie nie kończy się wraz z ustaniem opadów. W wielu wypadkach dopiero wtedy zaczyna się najniebezpieczniejszy okres.

Infekcja rozpoczyna się wcześniej, niż widać objawy

Powtórzę raz jeszcze, bowiem to najważniejsza rzecz, którą plantator ziemniaka powinien dziś zrozumieć. Plamy chorobowe na liściach oznaczają, iż infekcja już wcześniej nastąpiła.

Patogen może być obecny w glebie, rozwijać się na porażonych bulwach lub zostać przeniesiony z sąsiednich plantacji. Zoospory przemieszczają się bowiem wraz z wodą, spływają więc z wyżej położonych pól.
Do infekcji dochodzi podczas rozpryskiwania gleby z zoosporami, rozpryskiwania przez krople deszczu zarodników tworzących się na roślinach, np. na dolnych częściach pędów (zaraza łodygowa) lub na liściach. Generalnie patogen wykorzystuje każdy okres długotrwałego zwilżenia roślin.

Dlatego ochrona oparta wyłącznie na obserwowaniu pierwszych objawów często okazuje się spóźniona.

„Czekanie na pierwsze objawy choroby jest ogromnym błędem” — mówi wprost dr Osowski.

Szczególnie niebezpieczna jest taka strategia w dużych gospodarstwach. choćby jeżeli pierwsze objawy zostaną zauważone szybko, wykonanie zabiegu na całej powierzchni wymaga czasu.

W tym czasie choroba może rozwijać się dalej.

Kiedy wystąpi zaraza ziemniaka 2026? Nie zwlekaj z ochroną profilaktyczną! Gdy zauważysz pierwsze objawy Phytophthora infestans na liściu ziemniaka czy liściach wewnątrz łanu podczas okresu wysokiej wilgotności, walka może być już przegrana

fot. Katarzyna Kupczak

Dlaczego profilaktyka jest dziś ważniejsza niż interwencja?

Zabieg wykonany przed infekcją i zabieg wykonany po pojawieniu się objawów to nie jest to samo. Profilaktyka ma ograniczyć źródła infekcji oraz zabezpieczyć roślinę zanim patogen rozpocznie rozwój.

„Profilaktyka jest najlepszym elementem, jeżeli chodzi o zapobieganie wystąpieniu i szkodliwości zarazy ziemniaka. Dlatego, iż zabiegi profilaktyczne mają za zadanie niszczyć źródła infekcji. Czyli to, co może znajdować się w glebie, a w postaci oospor lub może rozwijać się w postaci zakażonych bulw czy napływać z sąsiednich plantacji ” — podkreśla ekspert z Bonina

W obecnych warunkach pogodowych właśnie taki sposób myślenia powinien dominować na plantacjach.

Zaraza ziemniaka nie zagraża tylko ziemniakom

Warto pamiętać, iż Phytophthora infestans poraża również pomidory. Dotyczy to zarówno pomidorów polowych przeznaczonych dla przemysłu przetwórczego, jak i upraw przy palikach, produkujących owoce na świeży rynek.

Mechanizm zainfekowania roślin i rozwoju procesu chorobowego jest identyczny. Wysoka wilgotność, długo utrzymująca się rosa oraz zwilżenie liści tworzą warunki umożliwiające infekcję. Dlatego obecna sytuacja pogodowa powinna szczególnie zainteresować również producentów pomidorów.

Zaraza ziemniaka 2026 — kiedy oprysk?

W obecnej sytuacji zabiegi należy rozpocząć niezwłocznie. Pamiętajmy, liczy się czas reakcji. Tymczasem na dużych powierzchniach, gdy pojawi się choroba, mogą nagle zaistnieć warunki uniemożliwiające prowadzenie ochrony łanu. Na przykład pojawią się intensywne deszcze lub wiatr się będzie wzmagał ponad dopuszczalne normy.

Czym pryskać na zarazę?

W połowie czerwca ziemniaki budują masę nadziemną wyjątkowo szybko. Dlatego ochrona musi zabezpieczać także nowo przyrastające liście i pędy.

„Na pewno trzeba teraz użyć środków o działaniu systemicznym czy wgłębnym albo mieszaniny, powiedzmy środka systemicznego i powierzchniowego, czy wgłębnego. Dlatego, iż w tym momencie krótki czas wchłaniania się takiego środka daje gwarancję, iż on po wniknięciu do rośliny, będzie po prostu pełniej ją zabezpieczał” — mówi nam 15 czerwca br. Jerzy Osowski.

Trzeba bowiem mieć świadomość, iż przy w tej chwili panującej w całej Polsce aurze, czyli podczas przekropnej pogody, środki powierzchniowe (zapobiegawcze) mogą być mało skuteczne. Co gorsza, podczas intensywnych opadów mogą zostać całkowicie zmyte z powierzchni rośliny. A więc bariera ochronna, jaką tworzą będzie słabsza i krócej działająca. Trzeba będzie w takiej sytuacji zwiększyć intensywność i częstotliwość zabiegów. No a poza tym też same rośliny weszły w tej chwili w fazę bardzo intensywnego wzrostu i rozwoju. Dlatego zabieg środkiem powierzchniowym mija się z celem. Otóż taki środek po naniesieniu jest aktywny tylko na pokrytej nim powierzchni. Natomiast przyrastająca część pędu i nowe liście są zupełnie pozbawione ochrony.

„Podczas pięciu czy siedmiu dni między zabiegami, przy obecnych warunkach pogodowych pęd ziemniaka może przyrosnąć choćby o 20 cm. W takiej sytuacji środki o działaniu powierzchniowym nie spełniają swojej roli. Nie dlatego, iż są złe, tylko dlatego, iż przyrost rośliny uniemożliwi po prostu ich skuteczne działanie, czyli zabezpieczenie” — wyjaśnia, rozmawiając z nami w połowie czerwca dr Osowski.

Technika ochrony przed zarazą ziemniaka — bardzo ważna

W ochronie pomidora czy ziemniaka przed zarazą ziemniaka niezwykle ważna jest technika zabiegu. Najbardziej wskazany jest sprzęt umożliwiający dokładne spenetrowanie łanu i dotarcie z cieczą roboczą nie tyle nawet, co do dolnych części pędów. Znaczenie ma potraktowanie także odpowiednie podłoża, będącego potencjalnym źródłem infekcji.

„Dobre pokrycie roślin środkiem jest podstawą do efektywnego wykorzystania fungicydu” — uzmysławia nam ekspert.

Aby pokrycie było odpowiednie, konieczna jest duża ilość rozpuszczalnika, czyli wody.

„Ilość wody i sposób pokrycia na pewno ma znaczenie. Niezależnie od środka, czy to jest systemiczny, czy kontaktowy sposób pokrycia i naniesienia na roślinę ma duże znaczenie. Dlatego, iż w przypadku środków kontaktowych, inaczej zwanych powierzchniowymi szczelniej pokryta roślina, tym skuteczniejsze działanie środka. Natomiast w przypadku środków systemicznych wtłoczenie tej masy cieczy roboczej nie tylko w górne piętra, ale też niżej powoduje, iż ten środek będzie szybciej wchłaniany przez rośliny, a więc będzie w większym zakresie i szybciej je zabezpieczał” — wyjaśnia Jerzy Osowski.

Aby dobrze „wprowadzić” środek w łan i dokładnie pokryć nim glebę oraz dolne części roślin, dolną i górną stronę liścia, warto korzystać z opryskiwaczy z pomocniczym strumieniem powietrza (PSP) albo z rozpylaczy dwustrumieniowych założonych w orientacji przód-tył.

Zaraza ziemniaka 2026 — liczy się czas

Największym sprzymierzeńcem zarazy ziemniaka nie są dziś intensywne opady. Największym sprzymierzeńcem choroby jest przekonanie rolnika, iż skoro na liściach nie ma jeszcze plam, to zagrożenie nie istnieje.

Tymczasem plantacje znajdują się w tej chwili w fazie bardzo intensywnego wzrostu i dużej masy młodej, delikatnej tkanki. Łan zagęszcza się z dnia na dzień, wilgotność utrzymuje się długo po opadach, a nocne rosy będą regularnie zwilżały rośliny. To właśnie dlatego dr Jerzy Osowski rekomenduje rozpoczęcie ochrony już teraz i podkreśla znaczenie działań wyprzedzających pojawienie się objawów choroby.

Bo kiedy pierwsza plama staje się widoczna, walka z zarazą ziemniaka zwykle jest już znacznie trudniejsza, a może choćby całkowicie przegrana…

Idź do oryginalnego materiału