100 ha nie wystarcza, by żyć z uprawy. Rolnik wyliczył, ile naprawdę trzeba

3 godzin temu

Rolnictwo bardziej po godzinach niż na utrzymanie

Janusz Sokołowski prowadzi gospodarstwo razem z synem. Uprawiają rzepak i zboża na 100 ha, ale – jak sam przyznaje – przy obecnej opłacalności coraz trudniej traktować taki areał jako podstawę utrzymania.

Razem z synem produkujemy rzepak i zboża ze 100 ha i powoli jest to bardziej nasze hobby niż podstawowe źródło utrzymania – mówi Janusz Sokołowski.

Obaj z synem pracują zawodowo poza gospodarstwem, a w pole wychodzą po godzinach, po pracy etatowej. Z samej produkcji roślinnej trudno byłoby im wyżyć. Mimo to nie chcą z tego rezygnować. Przez lata inwestowali w gospodarstwo, mają nowy i wydajny sprzęt, lubią tę pracę i dobrze ją znają.

Znaczną część gruntów stanowią dzierżawy. Rozliczenia za nie wyglądają różnie – czasem to pomoc sąsiedzka, a czasem zapłata materialna.

600 ha? W ich okolicy to nierealne

W gospodarstwie coraz mocniej widać też zmianę pokoleniową. Sokołowski przyznaje, iż maszyny są dziś coraz większe, bardziej precyzyjne i coraz bardziej skomplikowane. Nowe rolnictwo w naturalny sposób staje się więc większą działką jego syna. Sam przez cały czas pomaga, jak może, ale nie ukrywa, iż tempo zmian technologicznych jest coraz większe.

Ojciec i syn policzyli, jaki areał pozwoliłby im żyć wyłącznie z gospodarstwa, bez dodatkowej pracy poza rolnictwem. Wynik okazał się bardzo wysoki.

Ostatnio z synem wyliczyliśmy, ile hektarów musielibyśmy uprawiać, aby żyć z samego gospodarstwa na dobrym poziomie, bez dodatkowej pracy poza gospodarstwem, i wychodzi, iż musiałoby to być aż 600 ha. Jest to nierealne, tzn. zgromadzenie takiego areału do uprawy w naszej okolicy – stwierdził rolnik.

Nie chodzi więc tylko o samą kalkulację, ale też o brak realnej możliwości zebrania tak dużego areału w jednym rejonie.

Na słabych działkach koszty są zbyt wysokie

Gospodarstwo działa na typowej mozaice gleb – od III do IV klasy bonitacyjnej, z przewagą IV klasy. Coraz częściej ojciec i syn rezygnują jednak z najsłabszych działek VI klasy.

Coraz częściej rezygnujemy z uprawy działek najsłabszych bonitacyjnie, czyli VI klasy. Bo trzeba ponieść tam wysokie koszty, głównie ze względu na nawożenie, a plony i tak są niskie – przyznaje Janusz Sokołowski.

Poprzedni rok był dla nich bardzo słaby pod względem plonowania rzepaku. Zboża dały za to bardzo dobre, wręcz rekordowe wyniki. W tym gospodarstwie widać więc wyraźnie, iż sam areał nie rozwiązuje problemu, jeżeli część pól jest słabsza, a pogoda dodatkowo komplikuje sezon.

Uprawy przezimowały dobrze, ale susza wciąż niepokoi

W tym roku zarówno rzepak, jak i zboża dobrze przezimowały i w tej chwili są w niezłej kondycji. Rolnik podkreśla jednak, iż o dalszym przebiegu sezonu zdecydują opady. Zapasu wilgoci po zimie nie ma zbyt dużo, mimo iż w okolicach Ostrowi Mazowieckiej okrywa śnieżna była dość pokaźna.

Sokołowski zaznacza, iż rok temu o tej samej porze stan upraw był wyraźnie gorszy, więc dziś sytuacja wygląda spokojniej. Z drugiej strony wszystko zależy od częstotliwości opadów. W poprzednim sezonie problemem było nadmierne uwilgotnienie i brak możliwości wjazdu w pole. Teraz zagrożeniem staje się raczej susza.

Izby rolnicze opiniują, ale ich głos jest za słaby

Janusz Sokołowski już drugą kadencję działa w Mazowieckiej Izbie Rolniczej i nie ukrywa rozczarowania tym, jak niewielki wpływ mają dziś izby na realne decyzje. Jego zdaniem obecny model marginalizuje ich rolę, bo mogą jedynie opiniować projekty ustaw dotyczących rolnictwa, ale nie mają wpływu na to, czy te opinie zostaną później uwzględnione przez władzę.

Rolnik uważa, iż sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby izby mogły same wypracowywać projekty ustaw, tak jak dzieje się to choćby we Francji.

Wielu rolników nie wie, jakie kompetencje posiadają w Polsce izby rolnicze i często mówią: zróbcie tak, albo dlaczego pozwoliliście na taką czy inną ustawę. My jako izby zawsze opiniujemy ustawy dotyczące rolników z punktu widzenia rolnika, ale nie mamy żadnego wpływu na to, czy te opinie będą uwzględnione przez władzę – powiedział Janusz Sokołowski.

Źródło: Tygodnik-rolniczy.pl

Idź do oryginalnego materiału