Białoruś przykręca kurek z jabłkami. Nowe ograniczenia mogą uderzyć w polskich sadowników

3 godzin temu

Białoruś wprowadza na sześć miesięcy system licencjonowania importu jabłek z państw spoza Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. To decyzja szczególnie istotna dla Polski, która od lat pozostaje jednym z najważniejszych dostawców jabłek na białoruski rynek. Nowe przepisy mogą ograniczyć możliwości sprzedaży owoców w momencie, gdy trwa sezon handlowy i sadownicy szukają odbiorców dla tegorocznych zbiorów.

Białoruś przykręca kurek z jabłkami. Nowe ograniczenia mogą uderzyć w polskich sadowników Fot: wygenerowane przez AI

Decyzję zapisano w rozporządzeniu białoruskiej Rady Ministrów nr 487 z 24 września 2026 roku. Zgodnie z nowymi zasadami import jabłek pochodzących z państw nienależących do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej będzie wymagał uzyskania jednorazowych licencji. Dokumenty mają być wydawane przez Ministerstwo Regulacji Antymonopolowych i Handlu po uzgodnieniu z Ministerstwem Rolnictwa i Żywności. Regulacje mają obowiązywać przez sześć miesięcy.

Białoruś chce przede wszystkim sprzedać własne jabłka

Oficjalnym uzasadnieniem wprowadzonych ograniczeń są dobre tegoroczne zbiory.

Białoruski rząd wskazuje, iż krajowa produkcja ma być w stanie w większym stopniu zabezpieczyć krajowy popyt także w okresie pomiędzy zbiorami. Władze chcą więc, by na lokalnym rynku pierwszeństwo miały jabłka wyprodukowane w kraju.

To oznacza zmianę podejścia do importu. W poprzednich sezonach Białoruś okresowo mierzyła się z niedoborem własnych jabłek i uzupełniała rynek dostawami z zagranicy. Teraz priorytetem staje się wykorzystanie krajowych zbiorów.

Polska może odczuć decyzję szczególnie mocno

Nowe przepisy mają duże znaczenie z punktu widzenia polskiego sektora sadowniczego.

Polska przez lata należała do kluczowych dostawców jabłek na Białoruś. Według danych przytaczanych przez białoruskie i branżowe media w 2025 roku wartość importu polskich jabłek przez Białoruś wyniosła 51,8 mln dolarów, podczas gdy rok wcześniej było to 37,8 mln dolarów.

Sam wzrost wartości importu pokazuje, iż białoruski rynek ponownie stał się istotnym kierunkiem dla polskich owoców.

Część źródeł białoruskich ocenia nawet, iż udział Polski w imporcie jabłek przez Białoruś sięgał około 90 proc. Oznacza to, iż każda administracyjna bariera w dostawach z państw spoza EAEU może być szczególnie odczuwalna właśnie przez polskich eksporterów.

To nie jest całkowity zakaz importu

Warto jednak podkreślić, iż decyzja Mińska nie oznacza całkowitego zamknięcia granicy dla zagranicznych jabłek.

Import przez cały czas będzie możliwy, ale przedsiębiorcy będą musieli uzyskać odpowiednie pozwolenie. To właśnie system licencyjny może w praktyce zdecydować o skali przyszłych dostaw.

Jeżeli krajowa podaż będzie wystarczająca, białoruskie organy mogą ograniczać wydawanie zgód na sprowadzanie owoców z zagranicy. Z punktu widzenia eksporterów oznacza to większą niepewność, dodatkowe procedury administracyjne i możliwość ograniczenia wolumenu handlu.

Władze wcześniej mówiły choćby o zatrzymaniu importu

Nowa regulacja nie pojawiła się nagle.

22 września przewodniczący Brzeskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego Piotr Parkhomczyk postulował natychmiastowe wstrzymanie importu jabłek. Ostatecznie białoruski rząd zdecydował się nie na pełny zakaz, ale na system jednorazowych licencji.

To rozwiązanie pozwala władzom regulować napływ zagranicznych owoców w zależności od sytuacji na rynku wewnętrznym.

Białoruś coraz mocniej stawia na własną produkcję

Decyzja wpisuje się w szerszą politykę zwiększania samowystarczalności żywnościowej.

Białoruskie Ministerstwo Rolnictwa i Żywności wcześniej deklarowało zamiar stopniowego ograniczania zakupów wybranych produktów spożywczych z państw określanych przez Mińsk jako „nieprzyjazne”. Jabłka znalazły się wśród produktów, w przypadku których krajowa produkcja ma w kolejnych latach odgrywać coraz większą rolę.

Z perspektywy rynku owoców oznacza to, iż choćby jeżeli obecne ograniczenia mają obowiązywać pół roku, nie można wykluczyć dalszych działań chroniących lokalnych producentów.

Co to oznacza dla polskich sadowników?

Najważniejszą konsekwencją może być ograniczenie jednego z tradycyjnych kierunków sprzedaży polskich jabłek.

Dla krajowego rynku ma to znaczenie przede wszystkim dlatego, iż Polska pozostaje jednym z największych producentów jabłek w Europie, a eksport odgrywa istotną rolę w zagospodarowaniu nadwyżek produkcji.

Jeżeli dostawy na Białoruś rzeczywiście spadną, część owoców będzie musiała znaleźć odbiorców na innych rynkach. Może to zwiększyć presję konkurencyjną między eksporterami i pośrednikami oraz wpłynąć na sytuację cenową, szczególnie w przypadku jabłek deserowych przeznaczonych na eksport.

Skala tego wpływu będzie jednak zależała od tego, jak restrykcyjnie Białoruś będzie wydawała licencje oraz jak duży okaże się faktyczny tegoroczny popyt na importowane owoce.

Rynek będzie uważnie śledził pierwsze decyzje licencyjne

Najbliższe tygodnie pokażą, czy nowe przepisy będą przede wszystkim narzędziem administracyjnej kontroli importu, czy realnie doprowadzą do jego gwałtownego ograniczenia.

Dla polskich producentów kluczowa będzie liczba wydawanych zezwoleń oraz to, czy białoruski rynek rzeczywiście będzie w stanie przez dłuższy czas opierać się głównie na własnej produkcji.

Jedno jest pewne: wprowadzenie licencji zwiększa ryzyko handlowe dla polskich eksporterów, a Białoruś – jeszcze niedawno bardzo istotny odbiorca polskich jabłek – staje się rynkiem coraz trudniejszym i mniej przewidywalnym.

UE zgadza się na pomoc dla hodowców. Rumunia uruchamia 11 mln euro
Idź do oryginalnego materiału