Od 1 września szkolne stołówki mają działać według nowych zasad żywienia. W jadłospisach ma być mniej dań mięsnych, więcej warzyw, produktów pełnoziarnistych i roślin strączkowych. Ministerstwo Zdrowia przedstawia zmiany jako krok w stronę zdrowszego żywienia dzieci. Część rodziców, dyrektorów szkół i przedstawicieli branży mięsnej pyta jednak, czy administracyjne ograniczanie mięsa rzeczywiście poprawi dietę uczniów.
Mięso znika ze szkolnych talerzy! Ministerstwo zmienia zasady żywieniaZmiany dotyczą zarówno szkolnych stołówek, jak i sklepików. Największe emocje budzą jednak nowe zasady komponowania obiadów.
Mięso tylko dwa razy w tygodniu
Zgodnie z nowymi założeniami dania mięsne w ramach szkolnego obiadu mają być podawane maksymalnie dwa razy w tygodniu.
Co najmniej dwa razy w tygodniu zupy mają być przygotowywane na wywarze warzywnym, natomiast minimum raz w tygodniu w jadłospisie powinno pojawić się danie oparte na nasionach roślin strączkowych, bez produktów pochodzenia zwierzęcego.
Większy udział mają mieć również warzywa, owoce i produkty pełnoziarniste. Preferowane mają być – w miarę możliwości – także produkty lokalne lub ekologiczne.
Znacznie mniej kontrowersji wzbudzają zmiany dotyczące sklepików szkolnych. Ograniczona ma zostać sprzedaż produktów zawierających duże ilości cukru, soli i tłuszczu, a podstawowym napojem ma być woda.
Więcej roślin w szkolnym menu
Nowy kierunek żywienia wpisuje się w koncepcję tzw. diety planetarnej, która zakłada zwiększenie udziału produktów roślinnych i jednoczesne ograniczenie wpływu produkcji żywności na środowisko.
W praktyce oznacza to przesunięcie szkolnych jadłospisów w stronę produktów pochodzenia roślinnego.
Dopuszczone mają być również roślinne zamienniki produktów mlecznych, pod warunkiem ich odpowiedniego wzbogacenia m.in. w wapń i witaminę B12.
To właśnie proporcje pomiędzy żywnością pochodzenia zwierzęcego i roślinnego stały się jednym z głównych punktów sporu.
Dyrektorzy obawiają się marnowania jedzenia
Część dyrektorów szkół zwraca uwagę na bardzo praktyczny problem: dzieci nie zawsze chcą jeść warzywa czy dania przygotowywane z roślin strączkowych.
Jeżeli nowe potrawy nie będą atrakcyjne smakowo, administracyjne zmiany mogą przynieść efekt odwrotny od oczekiwanego – więcej jedzenia może trafiać do kosza.
Pojawiają się choćby głosy, iż szkoły będą musiały zwiększyć liczbę pojemników na odpady.
Rodzice są w swoich ocenach bardziej podzieleni. Wielu z nich popiera zwiększenie udziału zdrowych produktów w szkolnym menu, ale jednocześnie wskazuje, iż najważniejsza będzie jakość i sposób przygotowania posiłków.
Rodzice nie są jednomyślni
Z przywoływanego badania Food Research Institute i Panelu Ariadna wynika, iż obowiązkowy posiłek roślinny zdecydowanie pozytywnie ocenia 38 proc. ogółu badanych.
Wśród rodziców odsetek ten jest niższy i wynosi 30 proc.
Jednocześnie niemal połowa rodziców uważa, iż całkowicie roślinne posiłki powinny być podawane najwyżej raz lub dwa razy w tygodniu.
To pokazuje, iż akceptacja dla większej ilości produktów roślinnych nie musi oznaczać zgody na daleko idące ograniczenie mięsa w szkolnej diecie.
Niemcy stawiają na białko
Inne podejście pokazuje badanie przeprowadzone w Niemczech przez instytut Civey na zlecenie tamtejszego sektora drobiarskiego.
W lutym 2026 r. przebadano 1500 rodziców dzieci w wieku szkolnym. 89 proc. ankietowanych uznało, iż szkolne posiłki powinny być zdrowe i bogate w białko, natomiast 71 proc. opowiedziało się za ustawowym określeniem jego minimalnej zawartości.
Rodzice wskazywali jednocześnie, iż posiłki powinny być smaczne, różnorodne i oparte na sezonowych produktach.
Wśród preferowanych źródeł białka najczęściej wskazywano:
- 79 proc. – mięso drobiowe,
- 70 proc. – wołowinę,
- 62 proc. – wieprzowinę,
- 38 proc. – inne rodzaje mięsa.
Badanie pokazuje więc, iż część rodziców nie przeciwstawia sobie białka roślinnego i zwierzęcego, ale oczekuje ich odpowiedniego połączenia.
„To nie mięso jest problemem”
Krytycznie do nowych zasad odnosi się Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego.
– „Bardzo zróżnicowane opinie rodziców i dyrektorów szkół wskazują na to, iż sama regulacja jadłospisów szkolnych stołówek nie wystarczy do zmiany nawyków żywieniowych dzieci” – przekonuje.
Jego zdaniem dyskusja zbyt mocno skupia się na samym mięsie.
– „To nie mięso jest problemem, ale przede wszystkim jakość produktów, z których przygotowywane są szkolne posiłki” – podkreśla Wiesław Różański.
Zwraca także uwagę na sposób organizowania szkolnego żywienia.
– „W momencie, gdy głównym kryterium jest cena produktu, a nie jego polskie pochodzenie czy np. posiadanie krajowych certyfikatów jakości żywności, nic się nie zmieni” – ocenia.
Branża mięsna: wybór powinien należeć do rodziców
Różański sprzeciwia się także administracyjnemu ograniczaniu mięsa w diecie dzieci.
– „Brak mięsa w diecie powinien być decyzją dziecka i rodziców lub wynikać z zaleceń lekarza, a nie z góry nałożonym obowiązkiem” – twierdzi.
Jego zdaniem sama zmiana struktury jadłospisu nie rozwiąże problemu niezdrowych nawyków żywieniowych.
– „Jeśli ktoś myśli, iż więcej warzyw w szkole sprawi, iż dzieci nie będą jadły śmieciowego jedzenia, jest po prostu w błędzie” – dodaje.
Najważniejsze pytanie: co dzieci rzeczywiście zjedzą?
Spór o szkolne stołówki pokazuje, iż problem nie sprowadza się wyłącznie do pytania: mięso czy warzywa.
Znacznie ważniejsze mogą okazać się jakość produktów, sposób przygotowania potraw, ich smak, wartość odżywcza oraz to, czy uczniowie rzeczywiście będą chcieli je jeść.
Bo choćby najlepiej zaprojektowany jadłospis nie spełni swojej funkcji, jeżeli znaczna część obiadu będzie codziennie trafiała do kosza.

4 godzin temu

















