Afera wokół kontroli opryskiwaczy wstrząsnęła środowiskiem rolniczym. Policjanci z bydgoskiego Wydziału do Walki z Korupcją ujawnili proceder fikcyjnych badań technicznych – zamiast specjalistycznych pomiarów wystarczał szybki rzut oka i podpis na zaświadczeniu. Rolnicy zapłacili dziesiątki tysięcy złotych, a śledczy postawili już 265 zarzutów.
Mobilna „usługa” bez aparatury zainteresowała policję i prokuraturę. Śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę Okręgową w Bydgoszczy odsłoniło kulisy działalności firmy prowadzącej mobilną Stację Kontroli Opryskiwaczy. Przedsiębiorca i jego pracownicy docierali bezpośrednio do gospodarstw, oferując wygodę badania na miejscu. Problem w tym, iż „badanie” często istniało tylko na papierze.
Z zebranego materiału dowodowego wynika, iż w latach 2022–2024 diagności w 265 przypadkach poświadczyli nieprawdę w protokołach technicznych. Jak informuje Policja:
„Wpisywali w nich, iż urządzenia zostały przebadane zgodnie z przepisami, podczas gdy w większości przypadków maszyny były jedynie oglądane lub poddawane podstawowym czynnościom bez użycia specjalistycznych przyrządów pomiarowych”.
320 świadków i setki zarzutów. Pobierano opłaty za nic
Skala procederu była porażająca. Policjanci przesłuchali ponad 320 świadków, co pozwoliło na drobiazgowe odtworzenie mechanizmu oszustwa. Choć od rolników pobierano opłaty za pełnowartościową usługę (łącznie diagności wzbogacili się o około 50 tysięcy złotych), wystawiane dokumenty nie miały pokrycia w rzeczywistym stanie technicznym maszyn.
Prokurator przedstawił trzem mężczyznom łącznie 265 zarzutów. Podejrzani przyznali się do winy. Za poświadczenie nieprawdy w dokumentacji technicznej grozi im teraz kara do 8 lat pozbawienia wolności.

2 godzin temu















