Polskie fermy pod presją. Ukraińskie jaja zalewają rynek

7 godzin temu

Import jaj z Ukrainy rośnie w szybkim tempie, choć Polska przez cały czas produkuje ich więcej, niż wynosi krajowe zapotrzebowanie. Branża drobiarska ostrzega, iż tańszy towar ze Wschodu wywiera coraz większą presję na ceny, a jednocześnie nie musi spełniać wszystkich kosztownych wymagań obowiązujących producentów w Unii Europejskiej. Wielkopolska Izba Rolnicza domaga się pilnej interwencji resortu rolnictwa oraz zaostrzenia kontroli na granicach.

Polskie fermy pod presją. Ukraińskie jaja zalewają rynek

Import jaj z Ukrainy niemal się podwoił

W 2024 roku Polska sprowadziła z Ukrainy około 5,6 tys. ton jaj. Rok później import wzrósł już do 10 tys. ton. Oznacza to wzrost o ponad 75 proc.

Łącznie w ubiegłym roku na polski rynek trafiło ponad 50 tys. ton jaj z zagranicy. Dane te budzą niepokój producentów, ponieważ Polska pozostaje jednym z największych eksporterów jaj w Unii Europejskiej i dysponuje znaczną własną produkcją.

Branża pyta więc wprost: dlaczego import przez cały czas rośnie, skoro krajowy rynek nie cierpi na niedobór jaj?

Odpowiedzi należy szukać przede wszystkim w cenie. Jaja produkowane na Ukrainie są tańsze, ponieważ tamtejsi producenci nie ponoszą takich samych kosztów, jakie obciążają gospodarstwa i fermy w państwach unijnych.

Polscy producenci inwestują, konkurencja nie ma tych samych obowiązków

Produkcja jaj w Unii Europejskiej podlega coraz bardziej restrykcyjnym zasadom. Polscy producenci muszą dostosowywać fermy do wymagań dobrostanu zwierząt, procedur sanitarnych, ochrony środowiska oraz zmieniających się oczekiwań dotyczących ograniczania chowu klatkowego.

W wielu gospodarstwach oznacza to wielomilionowe inwestycje w nowe budynki, systemy wentylacyjne, wyposażenie, bioasekurację i rozwiązania poprawiające dobrostan kur.

Jednocześnie na wspólny rynek trafiają produkty z państw trzecich, gdzie wymagania produkcyjne są inne lub mniej rygorystyczne. W efekcie polski producent konkuruje cenowo z towarem, który nie został obciążony porównywalnymi kosztami.

To właśnie ta nierównowaga jest dziś jednym z głównych zarzutów branży wobec polityki handlowej Unii Europejskiej.

Cena nie może być jedynym kryterium

Organizacje rolnicze podkreślają, iż problem nie dotyczy wyłącznie poziomu cen. Różnice w standardach produkcji mogą mieć wpływ na przejrzystość rynku oraz możliwość adekwatnego informowania konsumentów o pochodzeniu i metodzie chowu.

Szczególne emocje budzą przypadki zatrzymywania partii jaj na granicy przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Powodem były m.in. braki w oznakowaniu, niewłaściwe stemple lub wątpliwości dotyczące deklarowanej metody chowu.

Zdaniem samorządu rolniczego takie przypadki pokazują, iż kontrole nie mogą mieć charakteru wyrywkowego. Każda partia importowanych jaj powinna być sprawdzana pod kątem pochodzenia, sposobu znakowania, bezpieczeństwa i zgodności z wymaganiami obowiązującymi na rynku unijnym.

WIR chce pilnej interwencji ministerstwa

Wielkopolska Izba Rolnicza zwróciła się do Krajowej Rady Izb Rolniczych o wystąpienie do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Samorząd domaga się podjęcia działań zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym.

Izba oczekuje przede wszystkim ograniczenia masowego importu jaj i produktów mleczarskich z Ukrainy, utrzymania możliwości stosowania ochrony krajowego rynku oraz sprzeciwu wobec dalszej liberalizacji handlu bez odpowiednich zabezpieczeń.

Wśród postulatów znalazło się również zaostrzenie kontroli granicznych. Szczególna uwaga ma być zwracana na obowiązek znakowania jaj bezpośrednio w miejscu produkcji oraz zgodność dokumentacji z faktyczną metodą chowu.

Zasada wzajemności albo dalsza utrata konkurencyjności

Kluczowym postulatem branży jest wprowadzenie tzw. klauzul lustrzanych, czyli zasady wzajemności w handlu.

Oznaczałoby to, iż produkt spoza Unii Europejskiej mógłby trafić na wspólny rynek tylko wtedy, gdy został wyprodukowany zgodnie z porównywalnymi standardami dotyczącymi dobrostanu zwierząt, bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska i warunków sanitarnych.

Dziś europejscy rolnicy są zobowiązani do spełniania wymagań, które znacząco podnoszą koszty produkcji. o ile importowany towar nie podlega podobnym zasadom, konkurencja przestaje być oparta na wydajności czy jakości, a zaczyna zależeć przede wszystkim od różnic regulacyjnych.

Nie tylko jaja. Branża mleczarska także czuje presję

Podobne obawy pojawiają się w sektorze mleczarskim. Polskie spółdzielnie i gospodarstwa mleczne konkurują z dużymi ukraińskimi przedsiębiorstwami, które działają przy innych kosztach pracy, energii, ochrony środowiska i dobrostanu zwierząt.

Rosnący napływ tańszych produktów może zwiększać presję na ceny skupu mleka i pogarszać sytuację finansową spółdzielni. Szczególnie zagrożone są mniejsze zakłady, które nie dysponują takim kapitałem ani możliwościami eksportowymi jak największe koncerny.

Samorząd rolniczy ostrzega, iż bez skutecznych zabezpieczeń kryzys może objąć kolejne sektory produkcji rolnej.

Komputer oceni tuszę wołową. Polska zatwierdziła drugą automatyczną metodę klasyfikacji

Polski rynek potrzebuje ochrony, ale także kontroli

Branża nie domaga się całkowitego zamknięcia rynku na handel. Oczekuje jednak, iż import będzie odbywał się na przejrzystych zasadach, a produkty spoza UE nie będą uprzywilejowane dzięki niższym standardom produkcji.

Dla producentów jaj najważniejsze są trzy kwestie: skuteczne kontrole, pełna identyfikowalność towaru oraz równe wymagania dla wszystkich uczestników rynku.

Bez tych warunków dalszy wzrost importu może prowadzić do spadku cen, rezygnacji z inwestycji i ograniczania krajowej produkcji. W dłuższej perspektywie oznaczałoby to osłabienie jednego z najbardziej konkurencyjnych sektorów polskiego rolnictwa.

Spór o ukraińskie jaja nie dotyczy więc wyłącznie bieżących cen. Chodzi o to, czy unijna polityka handlowa będzie chronić standardy narzucane własnym producentom, czy też pozwoli, by stawały się one ich największym obciążeniem konkurencyjnym.

Idź do oryginalnego materiału