Rolnik przegoni dzika i ryzykuje 3 lata więzienia? Nowy przepis budzi alarm

6 godzin temu

Który zapis wywołał alarm

Uchwalona przez Sejm 17 kwietnia 2026 r. nowelizacja ustawy o ochronie przyrody (projekt poselski) była szeroko komentowana głównie w kontekście możliwości używania gumowych kul do płoszenia dużych drapieżników, takich jak niedźwiedzie czy wilki.

Tymczasem – jak alarmują eksperci – w przepisach znalazł się zapis, który może mieć znacznie szersze i bardziej dotkliwe konsekwencje.

Chodzi o zmianę w ustawie o ochronie zwierząt, dotyczącą definicji znęcania się nad zwierzętami. Nowy przepis wskazuje, iż płoszenie zwierząt łownych nie jest znęcaniem się tylko wtedy, gdy odbywa się zgodnie z warunkami określonymi w Prawie łowieckim – czyli po uzyskaniu zgody marszałka województwa.

„Bardzo niebezpieczna wrzutka”

Na problem zwrócił uwagę prof. dr hab. Henryk Okarma, biolog specjalizujący się w badaniach nad ssakami drapieżnymi (Instytut Ochrony Przyrody PAN). W opublikowanym na Facebooku wpisie ostrzega: – Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo niebezpieczną wrzutkę, która pojawiła się w uchwalonej ustawie.

Zdaniem naukowca, konsekwencje tego zapisu mogą być bardzo poważne. – Każde płoszenie zwierząt łownych bez zgody marszałka województwa (…) będzie podlegać karze 3 lat więzienia i będzie umyślnym przestępstwem – zaznacza.

Co to oznacza dla gospodarstw

W praktyce oznaczałoby to, iż działania powszechnie stosowane przez rolników – takie jak odstraszanie zwierzyny z pól czy sadów – mogłyby zostać uznane za przestępstwo.

Mowa o sytuacjach takich jak: przepłoszenie sarny z uprawy, odstraszenie dzików z pola lub ogrodu, wypłoszenie lisa z kurnika czy użycie sygnałów dźwiękowych lub świetlnych w celu ochrony plonów.

Jak podkreśla prof. Okarma, rolnicy, leśnicy i myśliwi zapobiegają olbrzymim stratom poprzez prewencję. – Stosują płoszenie: trąbienie, sygnały hukowe, sygnały świetlne.

Zgoda marszałka: formalność czy bariera

Zgodnie z przepisami Prawa łowieckiego, uzyskanie zgody na płoszenie wymaga spełnienia szeregu formalnych warunków, w tym: wskazania gatunku (także w języku łacińskim), określenia miejsca, czasu i sposobu działania oraz uzasadnienia celu i braku alternatywnych rozwiązań.

W praktyce oznacza to, iż szybka reakcja na pojawienie się zwierzyny w gospodarstwie byłaby niemożliwa.

Ryzyko nadużyć i skutki skazania

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt – możliwość wykorzystywania przepisów przez organizacje prozwierzęce.

– Organizacje będą miały tutaj nieograniczone pole do działania – ostrzega Okarma.

Potencjalne skazanie za przestępstwo umyślne może mieć daleko idące skutki, w tym wpis do rejestru karnego, utratę pozwoleń na broń, a choćby problemy zawodowe dla leśników i myśliwych.

Senat poprawia ustawę

Ustawa trafiła już do Senatu i została rozpatrzona 5 maja. To właśnie na tym etapie możliwe jest wprowadzenie poprawek, które – zdaniem krytyków – powinny usunąć kontrowersyjny zapis.

Komisja Klimatu i Środowiska postanowiła zaproponować Senatowi wprowadzenie 3 poprawek do ustawy o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz niektórych innych ustaw. Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała wyraził akceptację dla noweli przygotowanej przez posłów.

Jak wyjaśnił z kolei przedstawiciel tego resortu, ustawa wprowadza rozwiązania umożliwiające prowadzenie skuteczniejszych działań w niebezpiecznych dla zdrowia i życia ludzi sytuacjach, spowodowanych zachowaniem niedźwiedzia brunatnego, wilka i żubra. Rozszerza katalog środków, których będzie można użyć do płoszenia tych zwierząt, o możliwość oddawania do nich strzałów z broni palnej gładkolufowej z użyciem amunicji niepenetracyjnej.

Biuro Legislacyjne Kancelarii Senatu zaproponowało dwie poprawki redakcyjne do noweli, przyjęte przez komisję. Zgłosili je również podczas dyskusji senatorowie Zdzisław Pupa i Piotr Masłowski, i to jego poprawkę komisja poparła w wyniku głosowania. Wniósł on, aby nie penalizować osób, które w stanie wyższej konieczności zabiją lub nieumyślnie zranią niedźwiedzia brunatnego, wilka czy żubra.

Teraz poprawki musi jeszcze zaakceptować Sejm, gdzie ustawa wróci po zmianach. Posłowie mogą ją przyjąć lub odrzucić.

W grze jeszcze prezydent

Jeśli to się nie uda, pozostaje jeszcze decyzja prezydenta. – o ile parlamentarzyści zawiodą, to pozostaje jeszcze Prezydent RP – podkreśla ekspert.

Maciej Perzyna, lekarz weterynarii, który w kwietniu został powołany w skład Rady Klimatu i Ochrony Środowiska przy Prezydencie RP uważa, iż sprawa kontrowersyjnej ustawy pokazuje, jak jedna zmiana legislacyjna – pozornie techniczna – może wpłynąć na codzienne funkcjonowanie gospodarstw rolnych.

– Dla wielu rolników to nie tylko kwestia interpretacji prawa, ale realnego ryzyka kar za działania, które do tej pory były standardową formą ochrony upraw i zwierząt gospodarskich – podkreśla.

Perzyna zwraca uwagę, iż o ile cicha zmiana w ustawie nie zmieni się w finalnym projekcie może napotkać sprzeciw prezydenta Karola Nawrockiego.

– Jako członek Rady Klimatu i Ochrony Środowiska osobiście będę namawiał prezydenta do weta lub skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Uważam, iż penalizowanie osób za ochronę swojego majątku jest nie do przyjęcia. Jednak ostateczną rekomendację w tej sprawie podejmie cała Rada – zastrzega.

Idź do oryginalnego materiału