Rzepaku może zabraknąć. Branża olejarska alarmuje przed żniwami

5 godzin temu

Tegoroczne zbiory rzepaku w Polsce zapowiadają się znacznie słabiej niż rok temu. Według szacunków Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych oraz Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju krajowa produkcja może wynieść jedynie 2,8–3,2 mln ton. Dla porównania, w 2025 roku według GUS zebrano 3,6 mln ton rzepaku.

Rzepaku może zabraknąć. Branża olejarska alarmuje przed żniwami

To oznacza poważny problem nie tylko dla rolników, ale również dla krajowych tłoczni. Branża olejarska już w kończącym się sezonie mówiła o deficycie surowca. Teraz ostrzega, iż w kolejnym sezonie niedobór może być jeszcze większy i uderzyć w opłacalność przetwórstwa.

Mniej rzepaku na polach i trudny sezon wegetacyjny

Jednym z głównych powodów słabszych prognoz jest spadek powierzchni uprawy. Według branżowych szacunków areał rzepaku w Polsce uległ zmniejszeniu o około 100 tys. ha i wynosi w tej chwili około 1 mln ha.

Nie chodzi jednak wyłącznie o decyzje ekonomiczne rolników. Jak wskazują przedstawiciele sektora, duże znaczenie miały warunki pogodowe: słaba lub miejscami praktycznie żadna okrywa śnieżna, straty w obsadzie oraz wiosenna susza, która ograniczyła rozwój plantacji.

„Powierzchnia uprawy rzepaku niestety została istotnie, bo o ok. 100 tys. ha, ograniczona do ok. 1 mln ha, co nie wynikało w głównej mierze ze świadomej rezygnacji rolników z tego gatunku w płodozmianie, ale przede wszystkim niezwykle trudnego okresu wegetacyjnego. Sytuacja pomiędzy poszczególnymi regionami jest niezwykle zróżnicowana, tym niemniej dominują niestety przypadki, gdzie ograniczona pokrywa śnieżna lub wręcz jej brak nie zapobiegła stratom w obsadzie, a wiosenna susza uniemożliwiła praktycznie prawidłowy rozwój plantacji. W związku z tym szacujemy, iż średni plon będzie oscylował wokół 3 ton, co niestety może się okazać także wariantem optymistycznym” – powiedział Juliusz Młodecki, Prezes Zarządu Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.

Średni plon około 3 ton? To może być optymistyczny wariant

Jeżeli średni plon rzeczywiście wyniesie około 3 t/ha, krajowe zbiory będą wyraźnie niższe od ubiegłorocznych. Problem w tym, iż choćby ten scenariusz może okazać się zbyt optymistyczny, szczególnie tam, gdzie rzepak mocno ucierpiał zimą lub nie poradził sobie z wiosennym deficytem wody.

Dla wielu gospodarstw rzepak pozostaje jedną z kluczowych roślin w strukturze zasiewów. Jest istotny w płodozmianie, daje możliwość rozłożenia prac polowych i stanowi istotne źródło przychodów. Jednak przy rosnących kosztach produkcji i coraz bardziej niestabilnej pogodzie ryzyko uprawy tej rośliny wyraźnie rośnie.

Tłocznie boją się pogłębienia deficytu

Słabsze zbiory oznaczają bezpośredni problem dla krajowego przemysłu olejarskiego. Potencjał przerobowy branży szacowany jest na 4,1 mln ton rzepaku, tymczasem tegoroczna produkcja może być znacząco niższa. W najgorszym wariancie deficyt surowca może wzrosnąć choćby do 1,3 mln ton.

To sytuacja, która może oznaczać ostrą konkurencję o dostępny surowiec, presję kosztową na zakłady przetwórcze i ryzyko ograniczenia przerobu w Polsce.

„Przetwórcy skupieni w PSPO z ogromnym niepokojem obserwują sytuację na polach przed tegorocznymi zbiorami rzepaku. Przerób w krajowych tłoczniach w 2025 roku już spadł w porównaniu do roku 2024 roku o ponad 100 tys. ton. Zbiory w najgorszym scenariuszu mogą być niższe od tych ubiegłorocznych choćby o 800 tys. ton nasion, co oznaczałoby zwiększenie deficytu surowca choćby do 1,3 mln ton w stosunku do potencjału przerobowego branży wynoszącego 4,1 mln ton. To dla nas tragedia, dlatego konieczna jest weryfikacja zakazu importu rzepaku z Ukrainy, który mógłby potencjalnie uzupełnić choć pewną część tego gigantycznego niedoboru. Oczekujemy w tym kontekście podjęcia przez Ministra Finansów i Gospodarki Andrzeja Domańskiego szybkich decyzji, zakaz ten nie służy bowiem bynajmniej polskim rolnikom, a de facto ukraińskim tłoczniom, które zwiększają przerób i w konsekwencji eksport gotowego oleju do UE, w tym Polski” – stwierdził Mariusz Szeliga, Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju.

Spór o import z Ukrainy wraca na pierwszy plan

Wypowiedź przedstawicieli branży olejarskiej pokazuje, iż temat importu rzepaku z Ukrainy znów może stać się jednym z najgorętszych punktów dyskusji. Przetwórcy wskazują, iż zakaz importu nie rozwiązuje problemu krajowego rynku, bo ogranicza dostęp do surowca dla polskich tłoczni, a jednocześnie nie blokuje napływu gotowego oleju do Unii Europejskiej.

Z punktu widzenia rolników sprawa jest bardziej złożona. Import z Ukrainy w poprzednich latach budził duże emocje, szczególnie w kontekście presji na ceny skupu i konkurencji z produkcją spoza UE. Branża olejarska argumentuje jednak, iż przy tak dużym deficycie surowca krajowe przetwórstwo może znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji.

Polska może stracić mocną pozycję w Unii Europejskiej

Przez lata Polska należała do najważniejszych producentów rzepaku w UE. Według przedstawicieli KZPRiRB i PSPO kraj zajmował trzecie miejsce w unijnej produkcji. W 2026 roku ta pozycja może być zagrożona, zwłaszcza iż w Rumunii areał rzepaku rośnie, a prognozy plonowania są dobre.

„Dotychczas przez wiele lat Polska była trzecim największym producentem rzepaku w Unii Europejskiej. Niestety, istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w 2026 roku straci tę pozycję na rzecz Rumunii, w której areał uprawy rzepaku systematycznie wzrasta rok do roku, a prognozowane są również bardzo dobre plony. Taka sytuacja dobitnie pokazuje, iż z uprawą rzepaku w Polsce dzieje się coś niedobrego i w pełni uwidacznia problemy, z jakimi w zakresie permanentnego deficytu surowca muszą od lat zmagać się krajowe tłocznie – podkreślają wspólnie obie organizacje”- podsumował Arkadiusz Gasidło, Wiceprezes Zarządu PSPO.

Ciągnik ruszył podczas naprawy. 53-latek został przejechany na posesji

Rynek rzepaku wchodzi w nerwowy sezon

Przed żniwami sytuacja na rynku rzepaku jest napięta. Rolnicy patrzą na realny stan plantacji i koszty produkcji, a przetwórcy liczą dostępny surowiec i możliwości utrzymania przerobu. o ile czarne prognozy się potwierdzą, tegoroczny sezon może przynieść nie tylko niższe zbiory, ale również ostrą debatę o imporcie, bezpieczeństwie surowcowym i przyszłości krajowej produkcji oleju.

Jedno jest już dziś jasne: rzepak, który przez lata był jedną z najmocniejszych upraw towarowych w Polsce, wchodzi w okres poważnej próby. Dla rolników będzie to test opłacalności, dla tłoczni — test dostępności surowca, a dla państwa — test skuteczności polityki wobec sektora, który ma strategiczne znaczenie dla rynku pasz, oleju i biopaliw.

Idź do oryginalnego materiału