Granica między infrastrukturą cywilną a bezpieczeństwem narodowym staje się coraz cieńsza. Najnowszym dowodem na to jest pozew wytoczony przez prokuratora generalnego Teksasu, Kena Paxtona, przeciwko TP-Link Systems. Spór ten, choć toczy się na sali rozpraw, uderza w fundamenty zaufania do globalnych łańcuchów dostaw sprzętu sieciowego, z którego korzystają miliony gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.
Główna oś oskarżenia koncentruje się na rzekomym wprowadzaniu konsumentów w błąd co do pochodzenia i bezpieczeństwa produktów. Teksas twierdzi, iż mimo kalifornijskiej siedziby TP-Link, niemal wszystkie komponenty urządzeń pochodzą z Chin, co ma otwierać furtkę dla operacji sterowanych przez Pekin. Paxton idzie o krok dalej, sugerując, iż urządzenia te posłużyły już jako narzędzia w cyberatakach na USA.
TP-Link nie zamierza jednak ustępować, zapowiadając obronę swojej reputacji. Strategia firmy opiera się na twardym oddzieleniu operacyjnym od chińskich korzeni. Przedstawiciele producenta podkreślają, iż infrastruktura krytyczna oraz dane amerykańskich użytkowników są przechowywane na serwerach Amazon Web Services w USA, a chiński rząd nie sprawuje nad firmą żadnej kontroli. Argument o lokalizacji danych staje się najsilniejszą kartą przetargową w rękach globalnych graczy technologicznych.
Sprawa TP-Link nie jest odosobnionym incydentem, ale elementem szerszej układanki. Teksas już wcześniej zakazał swoim urzędnikom korzystania z urządzeń tej marki, a działania Paxtona wpisują się w szerszy trend polityki wobec Chin, którą promuje również administracja w Waszyngtonie. Co istotne, pozew pojawia się w momencie, gdy federalne próby zablokowania sprzedaży produktów firmy zostały wstrzymane.

2 godzin temu












