Tractor pulling nad Wisłą nie należy jeszcze do popularnych motosportów. Jest jednak pewien człowiek, który postanowił to zmienić. Robert Sawicki od dziecka był pasjonatem techniki. Z biegiem lat pasja ta przerodziła się w sposób na życie i w tej chwili prowadzi on firmę trudniącą się m.in. handlem częściami. A spędzając sporo czasu w Holandii zaraził się nieuleczalną chorobą, jaką jest zamiłowanie do tractor pullingu.
Roberta pierwszy raz odwiedziliśmy 2 lata temu. Relacja z ówczesnych postępów w pracy AgroSaw, dostępna tutaj, oraz w filmie poniżej. Wówczas projekt jego pullera dopiero się zaczynał, dziś już możemy zobaczyć prawie finalny efekt. Choć wizualnie bazuje na sylwetce klasycznego ciągnika, w rzeczywistości kilka ma wspólnego z maszyną pracującą w polu.
Bazą projektu był ciągnik John Deere 4640, seryjnie wyposażony w silnik o pojemności 7,6 litra i mocy około 180 KM. W prezentowanej konstrukcji z oryginalnej jednostki napędowej nie pozostało jednak wiele. Zastosowano zupełnie inny, sześciocylindrowy silnik o pojemności 10,1 litra. Docelowa moc projektu to około 2000 KM, co stawia ten ciągnik wśród najmocniejszych amatorskich konstrukcji tego typu w Polsce. Warto podkreślić, iż mówimy o maszynie, która pracuje nie godzinami, ale w kilkudziesięciosekundowych przejazdach.
Układ paliwowy i doładowanie to fundament mocy
Kluczowym elementem całej konstrukcji jest układ paliwowy. Zastosowano specjalną pompę wtryskową przygotowaną do tractor pullingu przez firmę z DPP z Holandii. Jej charakterystyka pozwala na podanie potężnej dawki paliwa przy maksymalnych obrotach silnika, co jest niezbędne do uzyskania ekstremalnych wartości mocy. W najmocniejszych pullerach stosuje się pompy, które przetłaczają 35-krotnie więcej paliwa niż te seryjne! Zmieniono również wtryski oraz całą instalację paliwową, aby zapewnić odpowiedni przepływ.
Silnik doładowany jest dużą turbosprężarką pochodzącą z sieczkarni John Deere. Turbina została zmodyfikowana, średnica wirnika strony zimnej zwiększona została z 85 do 95 mm. Efektem jest około 5 barów doładowania, a docelowo planowane jest osiągnięcie 6–7 barów. To wartości wielokrotnie przekraczające te spotykane w maszynach rolniczych, samochodach osobowych, czy choćby wyścigowych.
Aby uzyskać dużą moc, do cylindra trzeba wtłoczyć możliwie jak najwięcej powietrza, za co odpowiada ta ogromna turbosprężarka. Fot. E. LemańskiChłodzenie: woda, lód i krótki czas pracy
Z uwagi na ekstremalne obciążenia i ogromną ilość energii pochodzącej ze spalania kluczową rolę odgrywa układ chłodzenia. Ale niekoniecznie mówimy tutaj o chłodzeniu przez płaszcz wodny, a raczej o chłodzeniu powietrza. W tym celu zastosowano wodny intercooler o pojemności około 100 litrów, który chłodzi powietrze doładowujące oraz głowicę silnika.
Co ciekawe, chłodnica cieczy pochodzi z samochodu osobowego i jest maleńka w porównaniu do całej maszyny. Jej zadaniem nie jest długotrwałe chłodzenie, ale szybkie osiągnięcie temperatury roboczej — ciągnik pracuje bowiem bardzo krótko, ale z maksymalnym obciążeniem. W planach jest dodatkowy zbiornik na lód oraz system natrysku wody do kolektora ssącego i na turbosprężarkę, co ma pomóc w obniżeniu temperatury gazów wylotowych EGT.
Lina opasająca silnik ma na celu uchronić kierowcę, gdy dojdzie do rozerwania bloku. Fot. E. LemańskiSprzęgło, rama i przeniesienie mocy
Jednym z największych wyzwań było przeniesienie tak ogromnej mocy na napęd. Sprzęgło zostało gruntownie przebudowane. Połączono stopień jazdy i WOM, dodano dwie tarcze cierne i zmniejszono przekładkę. W efekcie powstało dziewięciotarczowe, mokre sprzęgło wyciskane hydraulicznie, które według założeń ma wytrzymać moc rzędu 2000 KM.
Ciągnik posiada także specjalną ramę kratownicową, ukrytą pod osłonami. Jej zadaniem jest zapobieganie „złamaniu” maszyny w miejscu połączenia silnika ze skrzynią biegów, co jest realnym zagrożeniem podczas podnoszenia przodu ciągnika w trakcie uciągu. Opony nie mogą mieć zbyt wysokiego bieżnika, na środku opony to maksymalnie 20 mm. Profesjonalne zespoły używają dedykowanych opon ze specjalną konstrukcją bieżnika.
Jazda po torze i zużycie paliwa
W przeciwieństwie do ciągników rolniczych, puller rusza z najwyższego biegu (czasem nie ma wyboru, bo bieg jest tylko jeden), osiągając prędkości przekraczające 40 km/h, aby rozpędzić sanie i zbudować pęd. W czasie przejazdu używany jest tylko jeden bieg, półbiegi nie wytrzymałyby takiego obciążenia. Sterowanie odbywa się dzięki rozpiętych hamulców lewego i prawego koła. Ogromne znaczenie ma także wyważenie ciągnika, zarówno przód–tył, jak i lewo–prawo. Zużycie paliwa robi wrażenie: około 6 litrów na jeden uciąg trwający około 30 sekund, a wraz z dojazdem i zjazdem z toru około 8 litrów. Zbiornik paliwa o pojemności 20 litrów wystarcza na dwa przejazdy.
Na start pullera Roberta z zapartym tchem czekały tłumy zgromadzonych widzów! Fot. E. LemańskiPolska druga Holandią?
Holandia bez wątpienia jest europejską stolicą tractor pullingu. Imprezy organizowane są z niezwykłym rozmachem, a zespoły posiadają budżety liczone w milionach euro na sezon. Mimo iż tractor pulling tam wygląda trochę jak rolnicze F1, to Robert pokazał, iż można zrobić imprezę z ułamkiem tego budżetu, która ściągnie więcej widzów niż największe imprezy w Holandii. 5 lipca 2025 roku odbył się tractor pulling w miejscowości Róg, w gminie Janowo. Wydarzenie to pokazało, iż w Polsce są tysiące osób zainteresowane tym sportem, a frekwencja przerosła oczekiwania samych organizatorów.
Dlatego w tym samym miejscu 4 lipca 2026 roku planują kolejną imprezę. Już w tym momencie serdecznie jako redakcja zapraszamy! Miejmy nadzieje, iż to dopiero początek historii polskiego pullingu.

4 godzin temu





![Mróz wstrzymuje sprzedaż bydła. Jakie są dziś ceny byków, krów i jałówek? [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/02/03/515733.webp)









