Kolejna fala upałów nie jest już pogodowym wyjątkiem, ale częścią coraz wyraźniejszego trendu. Naukowcy wskazują, iż wraz ze zmianą klimatu rośnie częstotliwość ekstremalnych zjawisk – od rekordowych temperatur i gwałtownych burz po susze, podtopienia i powodzie błyskawiczne. Dla Polski największym problemem może być jednak nie sam upał, ale narastający niedobór wody.
Upały, susza i coraz mniej wody. Ekspert ostrzega: rolnictwo zapłaci najwyższą cenęCzerwiec 2026 roku został uznany przez IMGW za miesiąc ekstremalnie ciepły. 28 czerwca w Słubicach odnotowano 40,5°C, co oznacza nowy rekord temperatury w historii pomiarów w Polsce. Poprzedni rekord został pobity o 0,3°C.
Pogoda staje się coraz bardziej gwałtowna
Zmiana klimatu wpływa nie tylko na wzrost średnich temperatur. Coraz wyraźniej zmienia również charakter pogody.
– Zmiana klimatu co do zasady jest nadmiarem energii w ziemskim systemie klimatycznym, więc wpływa na każdy aspekt pogody – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Michał Brennek z Zakładu Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki PAN. – Chłodniejszych pogód z opadami śniegu i dni z zalegającą pokrywą śnieżną będziemy mieć coraz mniej, za to burz ze zjawiskami takimi jak grad czy trąby powietrzne jest coraz więcej i są one coraz bardziej gwałtowne. W związku z tym występują np. podtopienia, zalania i powodzie błyskawiczne. Mamy też większą zmienność pogody.
Pierwsza połowa 2026 roku przyniosła wyjątkowo duże kontrasty termiczne. Po chłodnym styczniu i silnych mrozach na początku lutego gwałtownie nadeszła bardzo ciepła wiosna. Wysokie temperatury przyspieszyły wegetację, ale jednocześnie zwiększyły ryzyko strat związanych z przymrozkami.
Największe nasilenie przymrozków przypadło na kwiecień. Uszkodzenia pąków, kwiatów i młodych pędów przyniosły poważne straty w sadownictwie i rolnictwie.
– Mamy coraz więcej fal upałów. Tegoroczne badania mówią, iż zarówno ich długość, jak i to, z jakiego poziomu temperatura startuje, można jednoznacznie przypisać temu, iż są intensyfikowane przez zmianę klimatu – wskazuje Michał Brennek.
Temperatury przekroczyły 40 stopni
Koniec czerwca i początek lipca przyniosły temperatury przekraczające w wielu regionach 35°C. Problemem były również noce tropikalne, podczas których temperatura nie spadała poniżej 20°C.
W Słubicach termometry wskazały 40,5°C. Bardzo mocno nagrzewała się także gleba. Na głębokości 5 cm jej temperatura w wielu miejscach przekraczała 40°C, a na północnym zachodzie kraju dochodziła do ponad 41°C.
– Sam typ pogody, który przynosił do Polski ciepłe powietrze z południa, nie jest niczym nowym. Chodzi o to, iż po pierwsze, południe jest dużo cieplejsze, niż było jeszcze 20 czy 50 lat temu, a po drugie, iż układ pogodowy jest dużo bardziej stabilny, zostaje z nami na dużo dłużej. Paradoksalnie to również efekt rozmarzniętej Arktyki, więc innego ekosystemu zupełnie innej części planety. Gorący zwrotnik i chłodna Arktyka zawsze były w równowadze, którą teraz zakłóciliśmy i zbieramy tego efekty – tłumaczy ekspert Instytutu Geofizyki PAN.
Zmiany dostrzegają także mieszkańcy Polski. Z badania More in Common wynika, iż 59 proc. respondentów uważa, iż fale upałów pojawiają się coraz częściej i są coraz bardziej dotkliwe. Ponad połowa mieszkańców wsi i małych miast negatywnie ocenia przygotowanie kraju na susze, nawałnice i powodzie. Tylko 7 proc. badanych uważa, iż państwo jest dobrze przygotowane na takie zjawiska.
Susza jest największym zagrożeniem dla Polski
Zdaniem ekspertów najpoważniejszym skutkiem zmian klimatycznych dla Polski będzie niedobór wody. Wysokie temperatury zwiększają parowanie, a gwałtowne opady nie są w stanie skutecznie odbudowywać zasobów wodnych.
– Jest niezwykle sucho – widzimy to w lasach i na polach. Ma to związek z niedostosowaniem melioracji rolniczych i leśnych do współczesnego klimatu, a w miastach – z klasyczną betonozą. Stosujemy równą kostkę brukową zamiast zieleni miejskiej i zakłócamy bilans wodny. Zresztą było to widać w stanie rzek, w których przez większość roku utrzymywał się niski stan wód. Teraz mieliśmy opady, więc trochę się to poprawiło, ale pod koniec lipca znowu mamy niedobór wody – ocenia Michał Brennek. – Susza jest największym zagrożeniem dla Polski.
W najcieplejszych dniach niemal cały kraj zmagał się z dużym niedoborem wilgoci w powierzchniowej warstwie gleby. W większości regionów wilgotność spadała do 15–20 proc., a miejscami choćby poniżej 10 proc. Wyższe wartości utrzymywały się jedynie na północnym wschodzie i lokalnie w Małopolsce.
Ulewa nie rozwiązuje problemu suszy
Paradoksem obecnej sytuacji jest to, iż susza może występować równocześnie z gwałtownymi burzami i lokalnymi podtopieniami. Intensywne opady spadają w krótkim czasie, gwałtownie spływają z pól, dróg i powierzchni utwardzonych, a tylko niewielka część wody zostaje zatrzymana.
– Zbudowaliśmy krajobraz, który sprzyja odpływowi i parowaniu, więc woda w nim nie zostaje. Skoro mamy coraz wyższe temperatury, to więcej wilgoci zmieści się w cieplejszym powietrzu, a co za tym idzie – większe parowanie. o ile mamy więcej energii w atmosferze, to opady są gwałtowne. Mamy więcej opadów nawalnych, więcej gwałtownych burz, czyli woda nie jest dostarczana długotrwale, żeby krajobraz mógł się wysycić, tylko jest dostarczana na raz. Wtedy mamy powodzie błyskawiczne i podtopienia, ale z drugiej strony nic tej wody nie zatrzymuje – podkreśla badacz.
Polska należy do państw o ograniczonych zasobach wodnych. Według danych GUS i Wód Polskich odnawialne zasoby wody wynoszą średnio około 1,6 tys. mł na mieszkańca rocznie. W latach suchych spadają choćby do około 1,1 tys. mł.
To poniżej progu bezpieczeństwa wodnego określanego przez ONZ na poziomie 1,7 tys. mł na osobę.
Obecnie Polska zatrzymuje około 7,5 proc. średniego rocznego odpływu wód. Celem wskazywanym w dokumentach rządowych jest zwiększenie retencji do około 15 proc.
Rolnictwo bez wody będzie coraz bardziej ryzykowne
Najpoważniejsze konsekwencje niedoboru wody mogą dotknąć produkcję rolną. Problemem jest nie tylko mniejsza ilość opadów, ale też ich nierównomierny rozkład oraz systemy melioracyjne, które w wielu regionach przez cały czas są nastawione głównie na szybkie odprowadzanie wody.
– Nasze rolnictwo zacznie cierpieć, bo nie ma wody w systemie. Nie ma też pomysłu na to, żeby ją zatrzymać. o ile mówimy o melioracjach rolniczych, to one są dobre dla klimatu, który był w latach 50. Tak jak odwodniano krajobraz wtedy, tak przez cały czas melioracja rolnicza funkcjonuje w praktycznie niezmienionej formie i nikt się nie zastanawia, co z tym zrobić – ocenia ekspert Instytutu Geofizyki PAN. – Rolnicy stracą, bo ten system klimatyczny przestanie być dla nich stabilny i siłą rzeczy ryzyko produkcji rolniczej będzie większe. Zapłacimy za to my, konsumenci, w cenach żywności.
Według Wód Polskich susza rolnicza objęła już 62 proc. gmin w Polsce. IMGW wskazuje natomiast na utrzymującą się suszę hydrologiczną w wielu zlewniach.
Długotrwały niedobór wody może oznaczać niższe plony, większą zmienność produkcji i wzrost kosztów gospodarowania. Dla rolników oznacza to coraz większe ryzyko ekonomiczne, a dla konsumentów możliwość dalszego wzrostu cen żywności.
Potrzebne zatrzymywanie wody i więcej zieleni
Zdaniem Michała Brennka adaptacja do zmian klimatu nie może ograniczać się do pojedynczych inwestycji. Konieczne są działania obejmujące rolnictwo, gospodarkę wodną, lasy, miasta oraz energetykę.
– Tak samo jak zmiana klimatu jest problemem wszechogarniającym, tak i adaptacja do zmiany klimatu musi też być działaniem wszechogarniającym – przekonuje Michał Brennek. – Potrzebujemy zatrzymania jak najwięcej wody w ekosystemie, niezależnie od tego, czy mówimy o miastach, czy wsiach, bo Polska od lat walczy z bezprecedensową suszą. Druga rzecz to jak najwięcej terenów zielonych. Każde drzewo zapewnia nam usługi ekologiczne, chociażby darmowy chłód, produkując cień, z którego powinniśmy korzystać. W dziedzinie politycznej czy gospodarczej potrzebujemy z kolei stabilnego prawa i stabilnego finansowania przesiadki na zieloną energetykę.
Najważniejszym zadaniem na najbliższe lata będzie więc nie tylko ochrona przed powodziami, ale także zatrzymywanie wody tam, gdzie spada. Bez poprawy retencji, zmiany podejścia do melioracji i odbudowy naturalnych zdolności krajobrazu do magazynowania wilgoci coraz częstsze fale upałów będą bezpośrednio uderzać w rolnictwo, bezpieczeństwo żywnościowe i portfele konsumentów.
Źródło: Newseria

3 godzin temu

















