Co bardziej opłaca się hodowcy? Baloty i pryzma mają swoje pułapki

2 godzin temu

Baloty czy pryzma? Wiele zależy od skali

Współczesna produkcja bydła mlecznego i opasowego opiera się na fundamencie, jakim jest wysokiej jakości pasza objętościowa. Decyzja o wyborze między technologią sporządzania kiszonki w balotach, a formowaniem pryzmy (lub silosów przejazdowych) nie jest jedynie kwestią logistyki, ale strategicznym wyborem ekonomicznym, wpływającym na strukturę kosztów, zapotrzebowanie na siłę roboczą oraz końcową wartość energetyczną paszy. Obie metody mają swoje specyficzne wymagania sprzętowe, w których kluczową rolę odgrywają innowacje dostarczane przez światowych liderów, takich jak Kuhn, Kverneland, Claas, McHale czy John Deere, a także prężnie rozwijających się polskich producentów z firmą SaMASZ na czele.

Wszystko zaczyna się od koszenia

Fundamentem dobrego zbioru jest perfekcyjne koszenie i przygotowanie materiału, gdyż niezależnie od wybranej technologii magazynowania, proces rozpoczyna się od koszenia, które musi zapewnić optymalną wysokość ścierniska (zwykle 7–9 cm) dla szybkiej regeneracji runi i czystości paszy. W tym segmencie Polacy nie mają się czego wstydzić, gdyż nasz rodzimy producent, czyli firma SaMASZ wyznacza standardy dzięki seriom zestawów koszących GigaCUT oraz KDT. Wyposażenie ich w listwy tnące PerfectCUT pozwala na pracę w ekstremalnych warunkach przy zachowaniu idealnego profilu cięcia. Z kolei marka Claas, oferując kosiarki z serii Disco wyposażone w system docisku Active Float, umożliwia dynamiczne dostosowanie maszyny do nierówności terenu, co redukuje zużycie paliwa i zapobiega wprowadzaniu popiołu do paszy.

Nowa kosiarka Kuhn GMD 9530 RV, fot.. KW

Zgrabianie decyduje o wydajności zbioru

Kluczowym etapem przygotowania masy jest zgrabianie, które decyduje o czystości paszy i wydajności maszyn zbierających. W tym segmencie marka Kverneland oferuje na polskim rynku jedne z najbardziej zaawansowanych rozwiązań, jakimi są zgrabiarki czterowirnikowe z serii 9000. Model 95130 Pro, o szerokości roboczej dochodzącej do 12,5 m, pozwala na formowanie idealnych wałów, co jest najważniejsze dla optymalnego wykorzystania przepustowości sieczkarń i pras. Jeszcze szersze możliwości dają zgrabiarki Claas serii Liner, które w wariantach czterowirnikowych pozwalają zgrabiać materiał z szerokości 15 , podobnie jak linia zgrabiarek Kuhn GA, która w najszerszym wariancie GA15231 nie ustępuje wiele maszynom Claas, zgrabiając z szerokości 14,7 m. Nasz rodzimy producent SaMASZ nie oddaje pola, choć maszyny takie jak zgrabiarki np. Tango 730, pozwalające zgrabiać materiał z szerokości 7,3 m są oczywiście mniejsze, ale dokładnością pracy i jakością niczym nie ustępują zagranicznym konkurentom i skutecznie odnajdują się na rynku.

SaMasz Z2-960 to zgrabiarka przeznaczona typowo: dla gospodarstw średnich i dużych (od ok. 40–50 ha łąk wzwyż) oraz dla producentów bydła mlecznego i opasowego, gdzie liczy się jakość paszy,
dla usługodawców wykonujących zbiory zielonki, fot. źródło SaMasz

Baloty dają elastyczność, ale kosztują więcej

Jeśli przeszliśmy już etap koszenia to pozostaje teraz zielonkę zebrać i zdecydować w jaki sposób to zrobimy. Sporządzanie sianokiszonki w balotach to system oferujący najwyższy stopień elastyczności. Pozwala on na zbiór materiału z rozproszonych działek oraz precyzyjne zarządzanie partiami paszy o różnej wilgotności. Centralnym punktem tej technologii są prasoowijarki. Maszyny takie jak McHale Fusion 4 zrewolucjonizowały rynek dzięki pionowemu pierścieniowi owijającemu, który pozwala na transfer beli ze stołu prasowania bezpośrednio do komory owijania w czasie mniejszym niż kilka sekund. Zastosowanie systemu Film Binding (wiązania folią zamiast siatką) w maszynach McHale oraz Kuhn drastycznie poprawia stabilność tlenową paszy i ułatwia późniejszy recykling odpadów.

fot. mat.prasowe

Polscy producenci, tacy jak Sipma z serią Power Cut oraz Metal-Fach, dostarczają maszyny z zaawansowanymi systemami noży tnących (często 14 lub 24 sztuki), co gwarantuje wysoką gęstość beli – parametr najważniejszy dla wyeliminowania pustek powietrznych. Zastosowanie polskiej owijarki samozaładowczej Sipma Diana pozwala na pełną automatyzację procesu na polu, gdzie jeden operator jest w stanie podjąć, owinąć i ustawić belę na denku, wykorzystując stawiacz bel chroniący folię przed przebiciem.

Pryzma wygrywa tam, gdzie liczy się tempo

Jednakże powyższy system nie zawsze i nie wszędzie się sprawdza i dlatego, szczególnie dla dużych przedsiębiorstw rolnych technologią pierwszego wyboru pozostaje pryzma, zapewniająca najniższy koszt jednostkowy przy zbiorze masowym. Tutaj dominują sieczkarnie samojezdne, jak Claas Jaguar czy John Deere serii 9000. Maszyny te to mobilne laboratoria; system John Deere HarvestLab 3000 wykorzystuje czujniki bliskiej podczerwieni (NIR) do natychmiastowego pomiaru zawartości suchej masy, białka, skrobi i cukrów w sieczce. Pozwala to na precyzyjne dozowanie inokulantów (zakiszaczy) w dawkach dostosowanych do aktualnych parametrów roślin.

Sieczkarnia Claas Jaguar w trakcie pokazu w Ułężu, fot. KW

Sukces pryzmy zależy jednak od stopnia zagęszczenia materiału w silosie. W tym procesie nieodzowne są ciągniki o dużej masie oraz specjalistyczne wały silosowe, jakie oferuje chociażby polska firma Inter Tech w swojej gamie osprzętu do zielonek. Prawidłowe ugniecenie masy, warstwa po warstwie, jest warunkiem koniecznym do odcięcia dopływu tlenu. Z kolei logistykę transportową zapewniają przyczepy objętościowe, gdzie polski Pronar z modelami np. skorupowymi na tandemie lub tridemie z ładownościami dochodzącymi do 24 ton, produkujący w Trzciance Joskin, który oferuje szeroką gamę przyczep objętościowych pod nazwą Silo Space2, które oferują objętość materiału aż do 58 m3.

Silo-Space2 to konstrukcja opracowana pod kątem intensywnej pracy – zarówno w dużych gospodarstwach, jak i u usługodawców, fot. źródło Joskin

Decyduje ekonomia

Oczywiście o tym co wybierzemy do gospodarstwa porównując obie technologie zależeć będzie od ekonomii i dlatego należy zwrócić tutaj uwagę na koszty zmienne i stałe. Technologia balotów generuje wyższy koszt jednostkowy ze względu na zużycie folii (standardowo 6 warstw dla pełnej ochrony beli sianokiszonki), jednak minimalizuje straty podczas wybierania paszy, co jest idealne dla mniejszych stad. Pryzma z kolei wymaga wysokich nakładów inwestycyjnych w infrastrukturę (płyty silosowe) oraz ciężki sprzęt do ugniatania, ale oferuje bezkonkurencyjną szybkość pracy, gdyż sieczkarnia taka jak chociażby Claas Jaguar potrafi zebrać materiał z kilkunastu hektarów w ciągu jednej godziny.

John Deere HarvestLab, fot. mw

Coraz większą rolę odgrywa automatyzacja

Współczesny rynek maszynowy, łączący globalne technologie McHale, Kuhn czy Claas z solidnością i innowacyjnością polskich marek jak SaMASZ czy Sipma, pozwala rolnikom na precyzyjne dopasowanie linii technologicznej do specyfiki gospodarstwa. Wybór między balotem a pryzmą staje się zatem nie tylko decyzją o sposobie przechowywania trawy, ale kompleksowym zarządzaniem wartością pokarmową, która w ostatecznym rozrachunku decyduje o wydajności mlecznej krów i sukcesie finansowym hodowcy. Wszystkie wymienione rozwiązania, zintegrowane poprzez systemy ISOBUS i rolnictwo precyzyjne, tworzą spójny ekosystem, w którym błąd ludzki jest ograniczany do minimum, a jakość paszy staje się parametrem w pełni przewidywalnym.

Idź do oryginalnego materiału